Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popularnonaukowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popularnonaukowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2019

Mózg : Opowieść o nas / David Eagleman, 2018

Ciekawostkologia. 
To byłaby dziedzina nauki, którą uprawiałabym z największą przyjemnością. Może mogłabym zostać prawdziwym ekspertem w tej dziedzinie? Pomyślmy: interesuje mnie absolutnie każda wiedza, jeśli podana jest w sposób ciekawy i przystępny dla ciasnego móżdżku takiego humanisty jak ja. 

Uwielbiam wiedzę wszelaką: od religioznawstwa, poprzez medycynę i antropologię, aż po fizykę i astronomię. Czy to oznacza, że wiem dużo na jakikolwiek temat? Of course not! Jestem jak beztroski pasikonik, skaczący po różnych książkach i tematach, bez przerwy zachwycający się nową dziedziną wiedzy, o której istnieniu wcześniej nie miałam najmniejszego pojęcia. 

Tym razem moje oko ciekawostkologa natrafiło na Mózg - opowieść o nas. Czy czytałam już wiele na temat mózgu? Oczywiście. Czy Eagleman wniósł do mojego życia jakąś nową wiedzę? I TO JESZCZE JAK! 

Opowieść o nas czytamy z łatwością, jak przy kryminale czy babskiej powieści erotycznej. Lekkość pióra tego neurobiologa zachwyca. Może to zasługa tłumacza? Z całą pewnością książka nadaje się dla każdego - śmiało możemy ją podarować licealiście, w którym chcemy rozbudzić ciekawość. Jest tu wszystko: nieśmiertelność, roboty, eksperymenty naukowe, mordercze instynkty, przypadki ludzi o bardzo nietypowych mózgach. 

Czy można zeskanować ludzki mózg? Czy operacja plastyczna twarzy sprawi, że gorzej będziemy rozumieć innych ludzi (warte rozważenia, gdy chcemy się wygładzić tu czy tam). Czy człowiek może słyszeć plecami i widzieć językiem? Czy przynależność do danej grupy zmniejsza w nas automatycznie empatię w stosunku do przedstawicieli grupy obcej? Czy warto po śmierci zamrozić swoją głowę na przyszłość? Kogo warto przyjacielsko porazić prądem i czy skutki będą długotrwałe? 

Książka wydana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka odpowiada na bardzo wiele pytań, a jeszcze więcej pytań zadaje. Z pewnością przeczytam jeszcze jakieś książki Eaglemana. Tą oceniam na 8/10 w skali brudnopisa. 

poniedziałek, 25 lutego 2019

Boży coaching. To Ci się opłaca. Jak Biblia może pomóc w terapii / Małgorzata Kornacka, 2019.

Gdybym miała nazwać tę książkę powiedziałabym, że to książka-ulga. Na każdy rozdział reagowałam głębokim westchnieniem: “oooo czyli nie jestem nienormalna, to najwyraźniej całkiem typowe pokręcone myśli”. Jest idealna dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z poradnikami psychologicznymi. Na samym początku nie byłam do niej przekonana - oceniłam bowiem książkę po okładce.

Jestem najtwardszym z lingwistycznych konserwatystów, dlatego do samego słowa coaching w tytule mam niechęć. Kolejną kwestią budzącą moje wątpliwości jest samo zjawisko coachingu i to, jak wielu “specjalistów od niczego” prowadzi wykłady motywujące, na których głoszą jak mamy żyć, abyśmy wszyscy byli szczęśliwymi bogaczami. Wszak jak głosi Wikipedia coatching to:

“interaktywny proces rozwoju, poprzez metody związane z psychologią, realizowaniem procesu decyzyjnego do zaspokajania potrzeb, który pomaga pojedynczym osobom lub organizacjom w przyspieszeniu tempa rozwoju i polepszeniu efektów działania, osiągnięcia celu.” 

Nie jestem człowiekiem rozwoju - staram się nie degenerować i to póki co tyle. 

Postanowiłam dać książce szansę głównie ze względu na podtytuł: jak Biblia może pomóc w terapii. Odkąd zaznajomiłam się z wykładami prof. Petersona połączenie religii i psychologii interesuje mnie jeszcze bardziej. Uznałam również, że mądrego to i warto poczytać, a pani Małgorzata Kornacka jest psychologiem, psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym i doradcą zawodowym. W swojej książce opisuje typowe codzienne sytuacje z którymi zmaga się każdy z nas i stara się dodać nam otuchy. Rozkłada na czynniki pierwsze nasze emocje i logicznym wywodem utwierdza nas w przekonaniu, że “Hej! Chyba widzisz, że w sumie nie ma się czego bać?”. Nie wiemy co jest za rogiem, ale to nie znaczy że to coś złego - przecież zmiany następują również na lepsze!

Kornacka pisze o natrętnych myślach, poczuciu własnej wartości, o emocjach i przebaczaniu, depresji, motywowaniu czy asertywności. Narracja płynie swobodnie, wesoło, jakby autorka po prostu rozmawiała z przyjacielem. 

Przedstawione przez autorkę koncepcje psychologiczne znam z innych, bardziej szczegółowych pozycji. Trzeba jednak przyznać, że wiedza w poradniku została bardzo dobrze usystematyzowana. Nie jest to książka dla osób bardzo mocno zainteresowanych psychologią. Z całą pewnością jednak będzie wspaniała dla kogoś, kto odczuwa w swoim życiu pewien dyskomfort i postanawia stanąć do walki o własne szczęście. Godna polecenia czytelnikom w każdym wieku.

piątek, 27 października 2017

Poznam sympatycznego Boga / Eric Weiner, 2012 ORAZ Seks a religia / Dag Øistein Endsjø, 2011

Przez ostatnie pół roku przechodziłam prawdziwy czytelniczy kryzys związany ze zmianą życia o 180 stopni - nowe miasto, nowa praca, pisanie pracy magisterskiej i nawet nowy kot. Oczywiście, nie oznacza to, że nie czytałam, ale często były to książki niegodne polecenia, których nie dokończyłam albo zwyczajnie głupie. 

Jedną z wypożyczonych w celu zrecenzowania książką była Seks a religia. Od balu dziewic po święty seks homoseksualny Daga Øisteina Endsjø. Książka, która z góry wydawała się bardzo interesująca, okazała się wielką klapą. Jak można było się spodziewać po "norweskim religioznawcy, krytyku społecznym, publicyście i obrońcy praw człowieka" (za Wikipedią) autor skupił się głównie na przestawianiu tylko takich faktów religijnych, aby stworzyć obraz w którym chrześcijaństwo jest najbardziej agresywne pod względem seksualnym, a najbardziej tolerancyjny jest... islam. Religioznawcą nie jestem, ale coś tam wiem na temat manipulowania faktami w taki sposób, aby stworzyć tendencyjny obraz. Co ciekawe, obok chrześcijan najgorszymi dręczycielami kobiet (książka skupia się na obrazie religii jako narzędzi do ciemiężenia kobiet) są podobno buddyści. Tak więc tego. Nie dość, że napisana w dość sztywny i wyraźnie zarozumiały sposób, to
jest wyraźnie tendencyjna. Nie należę do osób religijnych, ledwo załapuję się do grupy wierzących, ale mając choć odrobinę szacunku dla religii jako idei nie da się przeczytać tej książki bez odrobiny odrazy. Nie ze względu na przedstawiane fakty, z którymi trudno dyskutować, ale ze względu na niezbyt elegancki sposób w jakie zostały przedstawiony (oczywiście, jak na norweskiego intelektualistę przystało) wszystko w bardzo subtelny sposób. 

Postanowiłam się jednak nie poddawać i sięgnęłam po kolejną książkę o religiach, tym razem wyraźnie tendencyjną w drugą stronę - Poznam Sympatycznego Boga. Jest to reportaż popularnego amerykańskiego dziennikarza, który w ramach walki ze swoją postępującą depresją postanawia odnaleźć swojego Boga. Jako osoba wierząca w jakąś wyższą siłę, ale nie przywiązana do żadnej konkretnej religii wyrusza w świat aby znaleźć taką, która go zachwyci. 

Drogę rozpoczyna od odwiedzenia sufich - dość liberalnego odłamu islamu, którego wiele myśli zostało uproszczonych, przemielonych przez kulturę zachodu i przejętych przez ruch New Age. Następnie rusza do buddystów, gdzie odwiedza duchowe siłownie, uczy się medytacji oraz wartości cierpienia i współczucia:

Skoro i ja, i inni
Jednako pragniemy szczęścia,
Co szczególnego jest we mnie?
Czemu domagam się szczęścia tylko dla siebie?

Wraca do własnego kraju i odwiedza część Nowego Jorku, do której nigdy wcześniej nie zaglądał - Bronx zwyczajnie go przerażał. Dla odwiedzenia zakonu franciszkanów jest jednak gotowy zaryzykować i ruszyć na pomoc potrzebujących. Zadziwia go niewdzięczność bezdomnych oraz niekończąca się cierpliwość i humor zakonników. 

Na chwilę porzuca poznawanie starych religii i rusza na spotkanie raelianizmu - stosunkowo nowej sekty, u której podstaw leży przekonanie, że życie na ziemi stworzyło UFO i że wymaga od nas jedynie przyjemności oraz dużej ilości bezpiecznego seksu. Religia jako usprawiedliwienie hedonizmu nie przemawia do poszukiwacza i rusza na spotkanie taoizmu - spotyka ludzi, którzy widzieli qi. Później poznaje wyznawców dość nowego ruchu, jakim jest wicca - czarownictwo. Wicca dopiero się kształtuje i wszystkie rytuały uważa za zabawę. W przedostatnim rozdziale poznajemy najstarsze wyznanie - szamanizm. Eric stara się odnaleźć swoje totemiczne zwierze i uznaje, że jest to świstak. Na samym końcu wraca do własnych żydowskich korzeni i poznaje na nowo kabałę. 

Poznam sypatycznego boga to z całą pewnością książka warta polecenia  - lekka, zabawna, mądra i bardzo pozytywna. Przedstawia dobry świat, co skutecznie leczy fobie wywołane oglądaniem telewizji i czytaniem wiadomości (zauważyliście, że zawsze są złe i przerażające?). Przedstawia również religie jako dobre i potrzebne, pomagające człowiekowi w udźwignięciu problemów codzienności i leczące z egoizmu (co już w ogóle w naszym nowoczesnym i "postępowym" świecie jest podejściem, za które niewątpliwie dostałby łupnia od panów pokroju Daga Øistein Endsjø). Wspaniała lektura na jesienne długie wieczory, oraz na prezent dla niemal każdego (no może z wyjątkiem wojujących postępowców). Podsumowując książka zasługuje z całą pewnością na 9/10 punktów w skali brudnopisa. 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie / Nathan Belofsky, 2014

Nie da się ukryć, odkąd zawodowo zajmuję się przeglądaniem książek napotykam na taką ilość ciekawych pozycji, że zwyczajnie nie da się ich zliczyć. Do tego dochodzi nieproporcjonalność między listą "rzeczy do przeczytania", a posiadanym czasem i w wyniku łatwych wyliczeń matematycznych wychodzi nam... zastój na blogu. Od jakiegoś czasu zastanawiam się jeszcze nad kanałem na YT (coś w stylu: 10 rzeczy których dowiesz się z tej książki), ale pozostaje to w strefie marzeń (potrzebna by była do tego odpowiedniej jakości kamera, czysta ściana no i oczywiście... hm... aparycja). Postanowiłam więc wspomnieć Wam o książce, z której można by wyłuskać nie dziesięć, a sto ciekawych faktów. Jedynym warunkiem Waszego zaskoczenia, szoku i niedowierzania jest brak habilitacji z historii medycyny. 

Autor zaczyna ten swoisty zestaw ciekawostek medycznych i historycznych od dość kontrowersyjnej tezy: lekarze dopiero w XX wieku nauczyli się, jak pacjentom bardziej pomagać niż szkodzić. Osobiście uważam, że potrzebują do tego jeszcze wieeele czasu... Później jednak dzieje się coraz lepiej, ponieważ Belofsky funduje nam niezwykle intensywną (może zbyt krótką?) wycieczkę po historii medycyny: od Starożytnego Egiptu po XXI wiek. Po lekturze tej można dojść do wniosku, że medycyna posuwała się dość szybko do przodu, ale jedynie... w okrucieństwie. Czym innym bowiem jest nieświadomość istnienia zarazków, a kompletne ignorowanie ich istnienia z powodu niedbalstwa i źle pojętej dumy. Czym innym jest zalecanie lizania czaszki w nocy jako niezawodne panaceum na zgrzytanie zębami, a czym innym rutynowe wycinanie pacjentom jelita grubego, bo pan doktor uznał, że to "brudny i nikomu niepotrzebny organ". Czym innym było zalecanie stawania na węgorzu elektrycznym cierpiącym na podagrę, a czymś zupełnie odmiennym wkładanie pacjentom przez oko szpikulca do lodu, aby stali się potulnymi i prawymi obywatelami. Wszyscy z wyższością naśmiewamy się z naszych przodków żyjących w wiekach ciemnych i wierzących ślepo w zalecenia Kościoła, podczas gdy sami równie ślepo spoglądamy w stronę medyków, którzy - jak pokazuje historia - jeszcze do niedawna bardziej polegali na czuciu i wierze niż na szkiełku i oku. 
Weź po dwie uncje mchu porastającego czaszkę wystawioną na działanie pogody oraz ludzkiego tłuszczu, a także po pół uncji krwi ludzkiej ze zmumifikowanych zwłok. Zrób z tego maść i włóż do pojemnika. 
Nathan Belofsky, amerykański historyk medycyny w niezwykle ciekawy i nieprzeintelektualizowany sposób przeprowadza nas przez najbardziej mroczne zakątki naszej historii: publiczne operacje i sekcje zwłok, porywanie trupów do celów medycznych, nieuzasadnione niczym wyrywanie zębów. Pokazuje nam setki jak nie tysiące noworodków zmarłych w wyniku "pomagania w procesie ząbkowania", setki kobiet zmarłych w wyniku zakażeń poporodowych (wynikających z nie mycia rąk po wykonaniu sekcji zwłok, a przed przyjmowaniem porodu) czy ... zamykaniem w szpitalach psychiatrycznych naukowców znacząco wyprzedzających swoją epokę. 

W kartach i historiach choroby Freeman notował bez skrępowania, że wielu jego pacjentów funkcjonuje po leczeniu na poziomie "zwierząt domowych".

Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie, 224 stronicowa, opatrzona dość obszerną bibliografią publikacja niewątpliwie należy do jednych z najciekawszych pozycji popularnonaukowych dotyczących medycyny, jaką do tej pory czytałam. NIE dla ludzi ze zbyt obrazową wyobraźnią. Dla mnie mocne 8\10 punktów.

Lallemand używał też sondy - cienkiego metalowego cylindra z kulką na końcu. Narzędzie to, pokryte żrącą substancją i wsunięte do kanału cewki moczowej, miało osłabić lub zniszczyć znajdujące się tam zakończenia nerwowe, które odpowiadały za rozwiązłość. Zabieg ten powodował "widoczne męczarnie" i doprowadził do paru zgonów, ale Lallemand uważał go za najskuteczniejszą metodę leczenia polucji. 


niedziela, 21 lutego 2016

Przewodnik po niebie, piekle i ich mieszkańcach / Zając Roman, 2014

Dziś recenzja dość nietypowa: nie zamierzam polecić Wam bowiem ani książki podróżniczej, ani poradnika, ani pozycji popularnonaukowej ani nawet ambitnej powieści czy kiepskiego filmu. Chcę, abyście zastanowili się nad przeczytaniem przewodnika – tym bardziej fascynującego, że oferującego nam potężną dawkę wiedzy na temat... zaświatów. 

Sama sięgnęłam do niego ze względu na powieść, nad którą pracuję od ponad roku (póki co jestem na etapie zbierania materiałów) i która ma dotyczyć tematów około-religijnych właśnie. Z tego względu jeszcze wczoraj mój egzemplarz Przewodnika wyglądał tak:

Dziś go doczytałam, więc jest jeszcze bardziej zalepiony. To najlepiej świadczy o ilości zawartych w nim ciekawych informacji. 
 
Roman Zając jest biblistą i demonologiem, autorem książki Szatan w Starym Testamencie. Nie można mu odmówić umiejętności opowiadania i lekkości stylu: przewodnik dotyczący rzeczy naprawdę trudnych i tajemnych, ale również różnorodnych obszarów życia człowieka, czyta się przyjemnie i płynnie jak każdą dobrą pozycję popularnonaukową. Autor porusza nie tylko zagadnienia związane z duchowością człowieka, jego historią i towarzyszącymi mu od zawsze archetypami, ale również dotyka problemów sztuki: od dawnych utworów i obrazów o tematyce religijnej do współczesnej popkultury. 
Sądzę, że warto poznać bliżej kreacje Zaświatów, jakie pojawiły się na przestrzeni wieków, bo mówią nam one coś o nas samych. Głównym założeniem niniejszej książki jest więc swoista wędrówka po muzeum ludzkiej imaginacji. 
Mimo iż momentami daje się wyczuć głęboką religijność pana Zająca, nie narzuca on czytelnikowi z góry żadnej interpretacji opisywanych zjawisk. Prowadzi nas przez świat Aniołów i Demonów jako subtelny przewodnik i pozwala wysnuć własne wnioski, od czasu do czasu oferując nam zupełnie nieoczekiwaną ciekawostkę.  
Również pierwsza radziecka kosmonautka Walentina Tierieszkowa, gdy szczęśliwie wróciła na Ziemię, poczuła się zobowiązana wydać oświadczenie zgodne z linią Partii: „Wszyscy astronauci Związku Radzieckiego są komunistami i ateistami. Nikt z nas nie zauważył we wszechświecie ani anioła, ani archanioła i sądzę, że również nasi koledzy ze Stanów Zjednoczonych ich tam nie widzieli”.
Już sam podział książki jest dość interesujący: składa się z dwóch zasadniczych części poświęconych Niebu i Piekłu, z której każda ma podrozdziały dotyczące topografii „miejsca”, jego mieszkańców oraz ich literackim i filmowym wizjom. Uważam, że książka ta może być ciekawą lekturą zarówno dla ludzi religijnych (zarówno chrześcijan jak i wyznawców judaizmu) jak i każdego kogo interesują tematy związane z duchowością, historią i działalnością artystyczną człowieka. 
Ze względu na piękne wydanie może być idealnym prezentem dla każdego wielbiciela książki – choć mam jeden poważny zarzut co do oprawy. Nie wiem, czy dotyczy to jedynie części nakładu, czy też jego całości, ale złote litery na okładce mojego egzemplarza całkowicie wytarły się podczas czytania. Jeśli więc zdecydujecie się na zakup tej książki zalecam gigantyczną ostrożność w trakcie lektury. Ja, choć zawsze staram się trzymać książkę umiejętnie całkowicie pozbawiłam swoją liter na grzbiecie.
Szczególne miejsce w angelologii żydowskiej zajmował tajemniczy anioł o imieniu Metatron (…) Jedna z tradycju utożsamia go z biblijnym patriarchą Henochem, który za życia został wzięty do Nieba i tam rzekomo przemieniony został w anioła (…) Skutkiem przemiany w anioła miało być uzykanie przez niego ogromnych rozmiarów oraz otrzymanie 72 skrzydeł i 365 tysięcy oczu.


Brudnopis, zafascynowany ogromem wiedzy, jaki w swej niemal 500 stronicowej książce przekazał czytelnikom Roman Zając ocenia ją na 8/10 punktów.
Jak zauważył Krzysztof Kornacki, w oczekiwaniach współczesnych ludzi nawet „Bóg to terapeuta, a Niebo to wielka kozetka”.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Bestia : dlaczego zło nas fascynuje? / Borwin Bandelow, 2014

Dzisiejsza recenzja będzie niezwykła, sama bowiem nie wiem do końca co myśleć o tej książce. Z jednej strony jest niezwykle pouczającą, przejmującą i inteligentną lekturą, która z całą pewnością zachwyci każdego kto interesuje się psychologią, a zwłaszcza tych interesujących się ciemną stroną ludzkiego umysłu. Z drugiej jednak jest tak przerażająca, że nie polecam jej osobom o słabych nerwach i bogatej wyobraźni: człowiek po takiej lekturze na długi czas nie może odzyskać swojego dawnego poczucia bezpieczeństwa. Po kolei jednak.
Moja wędrówka po katakumbach ludzkiej duszy nie zawsze doprowadzała do celu: pytania pozostawały bez odpowiedzi, zagadki bez rozwiązania. Wydaje mi się, że mimo to zbliżyłem się nieco do sekretu krętych pasm nerwowych mózgu człowieka. Choć jesteśmy jeszcze dalecy od zrozumienia zła, które może w nas tkwić, ta książka stanowi przyczynek do odkrycia rąbka tajemnicy, dlaczego pozwalamy się uwodzić sympatycznemu obliczu szatana. 
Borwin Bandelow jest niemieckim psychologiem badającym zjawisko strachu. Zanalizował relacje ofiar i pokrzywdzonych z całego świata, rozmawiał z mordercami i oszustami próbując wejrzeć w duszę ludzi zafascynowanych złem, czego efektem jest m.in ta książka. 

Nie mieli pojęcia, że ich córka była od wielu lat ofiarą perwersyjnego sadysty. Po wizycie u państwa Stanów Cameron Hooker - bo tak nazywał się "Mike" - uznał, że pozwolił Colleen na zbyt wiele swobody i zamknął ją na trzy lata w drewnianej skrzyni o wysokości trzydziestu ośmiu centymetrów, którą trzymał pod swoim łóżkiem wodnym. Wcześniej w tej samej skrzyni więził kobietę przez cztery lata.

Jej gigantyczną zaletą jest nie tylko prosty język i idący za tym łatwy odbiór nawet dla laików takich jak ja, ale również to, że Bandelow ma niesamowitą umiejętność opowiadania. Opisuje przypadki przestępstw, które wstrząsnęły ludźmi na całym świecie, charaktery zarówno ofiar jak i przestępców, by później tłumaczyć na ich przykładach ogólne zjawiska. Zasada od szczegółu do ogółu jest w tym przypadku wzorowo zastosowana: dzięki temu czytelnik nie zdaje sobie nawet sprawy, że poprzez interesującą lekturę czegoś się uczy. 

Niebezpieczeństwo polega na tym, że ludzie antyspołeczni często dobrze ukrywają to, że w dalszym ciągu pozostają pod wpływem swojego fatalnego popędu. "Kto potrafi grać, ma spore szanse na odzyskanie wolności. Jednego jestem pewny: jeżeli ktoś raz zamordował z motywacji seksualnej, nosi tę <<zdolność>> w sobie na zawsze" - wyznał w programie telewizyjnym morderca czterech kobiet Frank Gust. 

Poznajemy w książce zarówno przestępców seksualnych i kierujące nimi motywy, jak również przywódców sekt, terrorystów, fałszywych proroków, oszustów i  morderczych opiekunów (jeśli temat zastępczego zespołu Munchhausena szczególnie Was zainteresuje, polecam film dokumentalny, który już jakiś czas temu dogłębnie mną wstrząsnął). 

Coraz częściej do pediatrów zgłaszają się kobiety skarżące się na dziwne objawy u córek lub synów, które jednak zostały wywołane przez nie same. 

Bestia to fascynująca lektura dla wszystkich, którzy choć odrobinę interesują się psychologią i przerażające źródło inspiracji dla wszystkich, którzy marzą o pisaniu kryminałów. Lektura ta pozostawia również po sobie przerażające wrażenie nieskuteczności resocjalizacji i leczenia najbardziej niebezpiecznych przestępców. Niektórzy z nich wolą umrzeć, niż zrezygnować z dotychczasowego trybu życia, w którym nie widzą w końcu nic złego. 

Jones powiedział do swojej wspólnoty: "Na znak protestu przeciwko nieludzkim warunkom panującym na tym świecie popełniamy rewolucyjne samobójstwo!". Gdy niektórzy członkowie sekty sprzeciwili się temu postanowieniu i zaczęli płakać, Jones wrzasnął: "Skończcie z tą histerią! Musimy umrzeć z godnością!" (...) Przerażeni ratownicy znaleźli w osadzie dziewięćset czternaście martwych osób, w tym dwieście siedemdziesięcioro sześcioro dzieci.

Tak przerażających wizji, jakie urzeczywistniły chore umysły nie znajdziecie w żadnym kryminale. Za umiejętność pisania o rzeczach przerażających i trudnych w przystępny sposób i za otwieranie czytelnikom oczu na zagadnienia, o jakich wszyscy wolelibyśmy raczej nie myśleć, Bandelow dostaje ode mnie 8/10 punktów.

Pewnego razu rozmawiałem z doświadczonym terapeutą o pedofilu, którego leczenie nie odnosiło skutków. Powiedział zrezygnowany: "Szczerze mówiąc, równie dobrze udałoby ci się przestawić upodobanie Lutza G. do małych chłopców na dorosłe kobiety, jak mi przekierować twoje preferencje seksualne na młode jamniki". 

niedziela, 7 lutego 2016

What if? A co, gdyby? / Randall Munroe, 2015

Jakiś czas temu miałam nie najlepszy dzień, a że nic bardziej nie pociesza jak nowa książka, to postanowiłam coś sobie kupić. Nie miałam żadnych określonych wymagań poza ceną. I tak oto, zupełnym przypadkiem, trafiłam na “What if? A co, gdyby?”.

Randall Munroe to znany twórca internetowego komiksu xkcd.com. Był naukowcem w NASA, jednak zrezygnował z kariery naukowej, by móc tworzyć i pisać książki.

W “What if? A co, gdyby?” zebrane zostały różne pytania, które może i na pierwszy rzut oka wydają się dziwne i niekiedy absurdalne, lecz autor stara się odpowiedzieć na nie w naukowy, ale przystępny sposób. Trzeba przyznać, że całkiem dobrze mu to wychodzi.

Co by się stało, gdybyśmy rzucili piłką do baseballu z prędkością wynoszącą 90 procent prędkości światła?

Jakie są szanse na to, że jeśli zadzwonimy pod przypadkowy numer telefonu i powiemy “na zdrowie”, trafimy na osobę, która przed chwilą kichnęła?

Co by się stało, gdyby cała woda z ulewy spadła na ziemię w postaci jednej olbrzymiej kropli?

Od razu w oczy rzucił mi się wspaniały sposób w jaki autor tłumaczy wszelkie zawiłości związane z naukami ścisłymi. Odpowiedzi są pełne humoru i z reguły opisane w przystępny sposób. Jedynym zastrzeżeniem jakie miałam to miejsca, gdzie pojawiały się wzory, za pomocą których tłumaczone były pytania. Jako całkowita ignorantka w dziedzinach ścisłych niewiele z nich rozumiałam, ale nie zniechęciło mnie to ani trochę do dalszej lektury. Mimo wszystko jest to książka lekka, zabawna, a przy okazji i mądra. Nieczęsto sięgam po lektury, które faktycznie czegoś uczą, bo z reguł są napisane zbyt naukowo i nie łatwo jest się w nich połapać. Tutaj jednak zagłębiłam się całkowicie w świat fizyki, chemii oraz matematyki i czułam się w nim naprawdę świetnie.

“What if? A co, gdyby?” dostaje ode mnie wielkie dorodne 8/10, a Wam serdecznie polecam sięgnięcie po tą książkę w wolnym czasie.

wtorek, 2 lutego 2016

Piknik z Einsteinem : Naukowy zawrót głowy / Ben Miller, 2013

Gdy nadchodzi sesja, w każdym studencie budzi się chęć do nauki. Studenci prawa zgłębiają wiedzę na temat życia żubrów, studenci medycyny zgłębiają tajemnice historii starożytnych cywilizacji, matematycy czytają z zapartym tchem Cierpienia młodego Wertera, a humaniści... no właśnie. A humaniści, zamiast przygotowywać się do egzaminu z terminologii bibliologii i informatologii z radością poszli na piknik z Einsteinem. 

Jutro Brudnopis ma wzmiankowany egzamin, więc z przyjemnością napisze Wam kilka słów na temat naukowego zawrotu głowy, jakiego doznał podczas czytania książki Bena Millera. Ben skończył fizykę na uniwersytecie w Cambridge, jest brytyjskim komikiem i aktorem, który dla opowiadania dowcipów zrezygnował z doktoryzowania się z fizyki (bardzo dobry wybór, panie Miller! Dzięki panu brudnopisy mogą poczytać o naukach ścisłych ze zrozumieniem, co nie zdarza się często). We wstępie do książki otwarcie mówi o tym, że zdecydowanie lepszy z niego komik niż fizyk, a jego zainteresowanie naukami ścisłymi zostało w nim pobudzone przez najlepszego nauczyciela matematyki we Wszechświecie (czym niezwykle mnie wzruszył, ja bowiem posiadałam samych złych i nudnych nauczycieli matematyki i teraz mogę na nich zrzucić winę za swoją ułomność). 

Matematyka, jak mawiał pan Bailey, to największa frajda, jaką można sobie sprawić, zaraz po buldogu angielskim.

Piknik z Einsteinem to pigułka skondensowanego zaciekawienia naukami ścisłymi: gdy ją sobie zaaplikujesz z zachwytem sięgniesz później po inne książki tego typu, a to że wcześniej tego nie robiłeś, uznasz za coś zupełnie niedorzecznego. Oczywiście, jeśli interesujesz się nauką, albo zawodowo jesteś typowym ścisłowcem prychniesz na to wszystko znudzony, dla ludzi takich jak ja będzie to jednak niesamowita przygoda. Idealna książka do kupienia w prezencie wszystkim gimnazjalistom (drżącym na myśl o biologii, fizyce czy chemii) oraz wszystkim kobietom (jeżu kujący, jaka ta okładka jest piękna!). Piknik składa się z ośmiu rozdziałów poświęconych atomom, czarnym dziurom, opowieściom o kosmosie i dinozaurach, DNA, zmianom klimatu czy w końcu nawet dietom. Każdy znajdzie coś dla siebie, a dzięki dostępnemu, żartobliwemu stylowi pisania również coś z tego zrozumie i zapamięta! Świetnie, prawda? 

  • co kosztowało 4,4 miliarda funtów i było budowane przez dwadzieścia lat przez ponad dziesięć tysięcy najwybitniejszych naukowców świata?
  • gdzie stworzono World Wide Web?
  • gdzie znajdują się ilości wody mogące wielokrotnie napełnić wszystkie ziemskie oceany?
  • co wspólnego ma Einstein z nawigacją samochodową?
  • czy to prawda, że wszyscy pochodzimy od tej samej kobiety?
  • kto posiada gen łatwej randki?
  • czemu potrawy z mikrofalówki smakują gorzej?
  • czemu żaden obiekt nie może poruszać się szybciej niż światło?
Odpowiedzi na te i jeszcze wiele innych pytań znajdziecie w tej cieniutkiej książeczce. 

Począwszy od 1608 roku jarmarki na rzece [Tamizie] odbywały się regularnie. Szczególnym powodzeniem cieszył się ten zorganizowany podczas szczególnie mroźnej angielskiej zimy w roku 1683, kiedy to na rzece zbudowano całą ulicę wraz ze sklepami i miejscami rozrywki, łącznie z drukarnią, teatrem lalkowym i domem uciech.

Książeczka Bena Millera dostaje ode mnie 7/10 punktów.

piątek, 22 stycznia 2016

Bajki które zdarzyły się naprawdę : Historie słynnych kobiet / Anna Moczulska, 2015

W recenzji filmu Piękna i Bestia napisałam, że wszystkie dziewczynki niezależnie od wieku kochają bajki o księżniczkach, byleby były dobrze opowiedziane.  Książka pani Moczulskiej jest najlepszym przykładem na to, że nawet najwspanialsze historie opowiedziane w kiepski sposób nudzą czytelnika jak oglądanie Dzień dobry TVN. Po wydawnictwie Znak spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Nie dajcie się zwieść pięknemu wydaniu i zdjęciom w środku - jeśli kochacie historię i macie więcej niż siedemnaście lat ta książka baaaardzo Was znudzi.

Pani Anna Moczulska jest autorką bloga Kobiety i Historia, tak popularnego że brudnopisy mogą jedynie o tym pomarzyć. Można śmiało nazwać ją popularyzatorką historii, przed czym chylę czoła. Podziwiam każdą oddolną inicjatywę, która pokazuje Polakom, że wiedza jest cool. Bloga bardzo Wam zresztą polecam - zamiast Pudelka można przeczytać dla relaksu coś ciekawego i mądrego, napisanego bardzo lekkim i niezmuszającym do myślenia stylu. Jeśli sami jesteście pasjonatami historii, a wasza dziewczyna/siostra/córka się przed nią wzbrania, Kobiety i Historia mogą odkryć przed nią zupełnie nowy, fascynujący świat "wielkich", ale przede wszystkim tych "małych" bohaterów. Bohaterów drepczących przez świat w małych, eleganckich bucikach i za ciasnych sukienkach. Na blogu można przeczytać opinie wielu zachwyconych czytelniczek (Nie wiedziałam, że historia może być taka ciekawa! Wystarczy tylko umieć ją opowiedzieć!). To co uważam za wielkie zalety na blogu (bardzo łatwy odbiór, styl bajkowo-plotkarski i mało szczegółów) w książce stanowi zarzut.

Bajki które zdarzyły się naprawdę wyglądają jak zbiór postów z bloga. Każda opowiedziana historia jest bardzo krótka, przesłodzona, w dodatku opatrzona często zupełnie niepotrzebnymi opiniami autorki. Jej egzaltacja bywa naprawdę uciążliwa dla czytelnika. Jeśli mamy do czynienia z postem czytanym raz w tygodniu może to być nawet urocze, przestaje być na ponad dwustu stronach. Poza tym pani Moczulska zebrała w książce bardzo popularne historie i zdarzenia, co z jednej strony może być bardzo cenne dla czytelnika-laika, z drugiej jednak dla tych, którzy choć trochę interesują się historią jest rozczarowujące. Mnie osobiście najbardziej uwierał jej przesłodki, ugrzeczniony i typowo kobiecy styl snucia opowieści - osobiście wolę zadziorną i nieposkromioną panią Elwirę Watałę. Jej sposób opowiadania aż mrozi krew w żyłach, a celne (niekiedy ironiczne) uwagi dodają wszystkiemu pikantnego smaku.

Pani Moczulska wpadła na naprawdę wdzięczną koncepcję: podzieliła postacie historyczne jakby były księżniczkami z bajek. Mamy więc cztery panie, których los potoczył się jak opowieść o Kopciuszku (pierwszy rozdział jest chyba najlepszy. A może po prostu styl pani Anny nie zdążył mnie wtedy jeszcze zmęczyć?). Są trzy Śpiące Królewny, pięć Księżniczek na ziarnku grochu, pięć dziewczyn z opowieści o Pięknej i Bestii i trzy Królewny Śnieżki. Każda z tych historii, właściwie opowiedziana mogłaby zapierać dech w piersi. Warunek ten niestety nie został spełniony. 

Przynajmniej nie dla Brudnopisa, od którego Bajki... dostają 6/10 punktów. Świetna idea, świetny pomysł, piękne wydanie i ... marny styl. Oczywiście, nie chcę was do niej zniechęcić całkowicie - idealnie nadaje się na prezent dla nastolatki dopiero rozpoczynającej swoją przygodę z historią.
Gorąco jej współczuję, kiedy myślę, co też musiała czuć tej mroźnej zimy 1454 roku podczas swojej długiej drogi do Krakowa, na spotkanie z królewskim narzeczonym. Była pewno jednym kłębkiem nerwów! Dobrze wiedziała, jak będzie wyglądać ta chwila, kiedy już stanie przed młodym polskim władcą.

środa, 14 października 2015

Zdrowiej! Pokonaj lęk, stres i depresję / David Servan-Schreiber, 2003


Zacznę może od tego, że nie do końca ufam poradnikom. Najpierw patrzę na tytuły w stylu: jak zarobić pierwszy milion, jak zostać gwiazdą showbiznesu, jak zrobić piękny brzuch w dwa miesiące, a później spoglądam na nic nie mówiące mi nazwisko człowieka, który najwyraźniej postanowił zarobić swój pierwszy milion właśnie na tym poradniku. Jeśli więc sięgam po jakikolwiek, to zazwyczaj najpierw dobrze sprawdzam autora: autor godny zaufania to książka, która dostarczy nam satysfakcji. 

Po tę pozycję, w oryginale wydaną w 2003 roku, a w Polsce w 2009 i 2010, prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie moja rozentuzjazmowana ciocia. „Mam taką świetną rzecz w samochodzie, przeczytaj ją sobie, ja sama zaglądam do niej od czasu do czasu”. Pamiętajcie: zawsze wierzcie swoim ciociom. Zdrowiej! jest bowiem naprawdę książką godną polecenia. Z całą pewnością, stosując się do zaleceń Servana-Shreibera nie zrobicie sobie krzywdy – a przy okazji sam tekst dostarczy wam na pewno przyjemnych doznań estetycznych.

Ze zdjęcia na okładce spogląda na nas bardzo przystojny mężczyzna, któremu „dobrze z oczu patrzy”. Do tego jej opis obiecuje nam „złote góry”: pozycja ta nauczy nas panować nad stresem i depresją, spowolnić proces starzenia, regulować zegar biologiczny, otwieranie się na więzi emocjonalne. Teraz wyobraźcie sobie głośne, sarkastyczne prychnięcie: tak właśnie prycha rozbawiony Brudnopis. Wystarczy jednak zajrzeć do środka by przekonać się, że autor naprawdę nie próbuje nam wcisnąć tandetnych historyjnek w kiepskim, naiwnym opakowaniu. Dostajemy od niego pigułkę lekkostrawnych informacji, ale opatrzonych potężną bibliografią i ilością przypisów do najbardziej prestiżowych publikacji medycznych. Schreiber mówi do nas językiem obrazowym, sympatycznym i niemal czułym. Naprawdę nie musimy kończyć studiów medycznych, żeby cokolwiek zrozumieć. 
 
W każdym rozdziale spotykamy się z informacjami ze świata badań medycznych, anegdotami z jego życia i z życia jego pacjentów a nawet nawiązaniami literackimi i historycznymi. Jednym słowem: przy lekturze zdrowiej! możemy się naprawdę dobrze bawić. A przy okazji poszukać medycznego potwierdzenia dla wszystkiego tego, co czujemy głęboko w serduszku. Dowiemy się:
- o nieustannej walce, jaką toczymy między naszymi emocjami a rozumem i jak nauczyć się je ze sobą godzić,
- o tym jak istotne są nasze emocje i zachowania dla działania naszego serca i całego organizmu, oraz jak nauczyć się prostych (i co ważne: darmowych) „sztuczek” dla jego poprawienia,
- o przeformułowywaniu negatywnych schematów poznawczych,
- o roli światła i zegara biologicznego w naszym życiu,
- o oddziaływaniu akupunktury,
- o odżywianiu mózgu (makrelki: to co główki lubią najbardziej),
oraz
- że tylko dwadzieścia minut uprawiania sportu trzy razy w tygodniu naprawdę robi różnicę,
- o tym, jak nauczyć się rozmawiać z ludźmi, by pomagać zarówno im jak i sobie,
- o tym, że nasi mężowie/żony a nawet psy naprawdę ratują nam życie.
Zdrowiej! Pokazuje nam jak w łatwy i przyjemny sposób poprawić jakość życia i to zupełnie za darmo. Od Brudnopisa, który właśnie dzięki niej od 2 tygodni odżywia się w bardziej racjonalny sposób (jeszcze chwilę i z opisu bloga znikną cheeseburgery!) dostaje 7/10 punktów.


Profesor dr David Servan-Schreiber był neuropsychiatrą, profesorem psychiatrii klinicznej w Szkole Medycznej University of Pittsburgh, wykładowcą Akademii Medycznej w Lyonie. Zajmował się terapią osób cierpiących na nowotwory i inne ciężkie choroby. Jego książka Antyrak był w 2007 roku wielomilionowym bestsellerem, przetłumaczonym na kilkadziesiąt języków. Ludzka pamięć jest jednak zawodna i możliwe, że mimo iż słyszeliście o nim w tamtych czasach, dziś nie wiecie na temat jego książek absolutnie nic. Profesor zmarł w 2011 roku na glejaka mózgu: swoimi pomysłami i determinacją wydłużył tę walkę z przewidywanych przez lekarzy sześciu lat do dwudziestu.

sobota, 16 maja 2015

Twój supermózg : rozwiń dynamiczny potencjał umysłu / Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi, 2014

Wychodząc z założenia, że najlepsza książka to taka, w której Luke Skywalker znajduje się w jednym indeksie z systemem immunologicznym, właśnie tę porwałam z organizowanej na uczelni wymianki. Nos mola książkowego mnie nie oszukał i choć po tytule spodziewałam się bardziej czegoś w stylu 12 sposobów nasupermózg, Chopra i Tanzi mnie nie zawiedli. Wręcz przeciwnie: o ile bowiem Medina przedstawia nam drogę od zdrowego ciała po zdrowy mózg i zadowolony, zharmonizowany umysł; o tyle ścieżka tych drugich wydaje się ciekawsza i bardziej kontrowersyjna. A że brudnopisy uwielbiają naukę i medycynę dość niekonwencjonalną, ścieżka: umysł zbratany z kosmosem – zdrowy mózg – poddane mu ciało wydaje się ekscytująca!

Deepak Chopra, znany chyba wszystkim których "takie rzeczy" ciekawią to lekarz, pisarz i filozof pochodzenia indyjskiego, autor ponad 45 książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 20 mln egzemplarzy i które – nawet u nas – stały się bestsellerami. Z kolei Rudolph E. Tenzi to profesor nauk medycznych wykładający na Harvardzie specjalizujący się w budowie i funkcjonowaniu ludzkiego mózgu. Panowie postanowili zadać kłam założeniu, że musimy wybierać pomiędzy czuciem i wiarą, a szkiełkiem i okiem. Wręcz przeciwnie: namawiają nas do spojrzenia na wszystko (absolutnie, kurcze, wszystko począwszy od swojego małego palca u lewej stopy a skończywszy na Kosmosie) bardziej holistycznie (bardziej holistycznie niż oni to się chyba nie da).

W ich krótkiej, nieco ponad 300 stronicowej książeczce znajdziemy sposoby na utratę pamięci, depresję, nadwagę, lęk, kryzysy osobiste i wiele, wiele innych rzeczy. Odpowiedź na wszelkie nasze problemy jest jedna: przestań walczyć ze światem, otwórz swój umysł i zapanuj nim nad mózgiem i ciałem, a Twoje życie stanie się łatwiejsze i przybliży Cię do Boga (wskazówka dla ateistycznych bojowników: możecie pominąć drugą część, pewnie nieźle was wkurzy). Ja, choć jestem raczej sceptyczna jeśli chodzi o takie rzeczy, tę książkę, przewodnik anatomiczno-duchowy czytałam jak dobrą beletrystykę: panowie po prostu potrafią pisać ciekawie. Niezależnie czy się z nimi zgadzamy czy nie. Najpierw książka wydawała mi się zwyczajnym (aczkolwiek bardzo dobrze argumentowanym) poradnikiem "Jak poradzić sobie z życiem" i tę funkcję spełnia doskonale. Wiem już, że walka z samą sobą i chęcią na słodycze nic nie zmieni i jest z góry skazana na porażkę. Lepiej byłoby uświadomić sobie czemu ciągle chcę je jeść...
Za to trzecia część książki działa już w bardziej duchowo-kosmicznej, abstrakcyjnej płaszczyźnie, która – choć pięknie opisana – mało mnie przekonuje. Holistyczne ujęcie to holistyczne ujęcie, ale takim jak ja bratanie z kosmosem przychodzi dość ciężko... bratanie z czymkolwiek przychodzi ciężko. Co nie oznacza oczywiście, że nie należy rozdziału przeczytać i się nad nim zastanowić.

W korze ciemieniowej tybetańskich mnichów buddyjskich, którzy poświęcają swoje życie praktykom duchowym, odnotowano podwyższony poziom aktywności: fale gamma w ich mózgu mają częstotliwość dwa razy większą niż u zwykłych osób. W ich korze mózgowej dzieją się zastanawiające rzeczy, jakich neurobiolodzy nie widzieli nigdy wcześniej. A zatem sama nauka poddaje w wątpliwość sens odrzucania duchowości jako zwykłej autoiluzji albo przesądu.

Jeśli więc psychiczny dobrostan leży wam na serduszku, a intuicja podpowiada, że to całe liberalne gadanie o tym że jesteśmy jedynie kawałkiem mięsa rządzonym przez krążące w nim substancje to ściema; sięgnijcie do tej książki i odkryjcie zupełnie inne naukowe podejście do naszego zdrowia, potencjału i ducha. Zwłaszcza, że naprawdę dobrze się ją czyta, dzięki zabawnym anegdotkom i lekkiemu sposobowi pisania. Ja Twój supermózg oceniam na 8/10.

sobota, 7 lutego 2015

Dziesięć książek, które każdy konserwatysta musi znać oraz cztery nie do pominięcia i jedna uzurpatorska / Benjamin Wiker , 2013

Mimo iście barokowego tytułu sugerującego, że mamy do czynienia z jakimś starym straszydłem, to cudeńko zostało w oryginale wydane w 2010 roku. Piszę cudeńko, co jednocześnie określa moje uczucia po przeczytaniu tekstu Wikera. 

Dziesięć książek to niewątpliwie perełka, pełna argumentów niezbędnych do prowadzenia dyskusji społeczno-politycznych. Każdy Polak ma na ten temat coś do powiedzenia (a przynajmniej dobrze by było, żeby miał) i uwielbia bronić swoich racji (a przynajmniej powinien, podkreślmy jeszcze – swoich. W tym bowiem zawiera się cała esencja ludzkich przekonań wartych obrony. Przekonań pani w drogich butach z telewizji, pana z gazety, albo pani z kiosku nie warto bronić, jeśli w głębi serca nie czujemy, że myślimy tak samo). A żeby mieć jakiekolwiek poglądy i nie robić z siebie przy okazji totalnego idioty i ignoranta, trzeba coś  na ten temat wiedzieć.  I właśnie dlatego takie książki jak ta są bardzo przydatne. W zabawny, ciekawy i nie natrętny sposób streszczają nam one główne założenia różnych ideologii, które są nam znane jedynie pozornie. 

W przypadku Dziesięciu książek, jak sama nazwa wskazuje, będzie mowa o konserwatyzmie. Jeśli wydaje Ci się zatem, drogi czytelniku, że wiesz co to znaczy "konserwatywny" czy "prawicowy" i wyobrażasz sobie kibola w moherowym sweterku, to możesz się nieco zdziwić po przeczytaniu tej książki. Wiker dowodzi bowiem, że tacy ludzie jak Arystoteles, Lewis, Austen, Tolkien czy nawet Shakespeare w swoich dziełach zawierali myśl, że dobre jest to, co na prawo. Przytaczanie biografii znanych chyba wszystkim postaci historycznych i interpretacje ich najważniejszych dzieł, to gratka nie tylko dla osób kochających tematy społeczno-polityczne, ale również dla wszystkich tych, których zachwyca dobra literatura.

Zatem dla konserwatystów, jak Arystoteles, filozofia, czyli poszukiwanie mądrości, pociąga za sobą zgłębianie rzeczy takimi, jakimi one są, a nie jakimi byśmy sobie ich życzyli.  

Wiker jest amerykańskim chrześcijańskim etykiem, autorem znanej na całym świecie publikacji Dziesięć książek, które zepsuły świat. Ponadto pięć innych, które temu dopomogły. Nie trudno więc domyśleć się, czyją stronę trzyma w odwiecznym sporze między konserwatystami i liberałami. W Dziesięciu książkach, które każdy konserwatysta musi znać, powstrzymuje się na szczęście od nachalnej propagandy. Przedstawia czytelnikowi jedynie najważniejsze założenia konserwatyzmu i analizuje pod jego kątem prace wielkich pisarzy i myślicieli. Swoim wciągającym wywodem nie chce nas do niczego przekonać, chce nam jedynie przedstawić pewne spojrzenie na rzeczywistość. Przekonać możemy się do niego sami. 

Współczesny przesąd stanowi, że określenie "stary" jest synonimiczne z przestarzałym i głupim. (...) gdy nasza pogarda dla przeszłych czasów rodzi współczesną głupotę, technologiczny postęp czyni człowieka coraz bardziej potężnym. Zaś potęga w rękach głupca jest ewidentnie niebezpieczna"

Ja czytałam tą prawie 500 stronicową książkę jak naprawdę dobrą beletrystykę: przykuła mnie do siebie przy pierwszym zdaniu i puściła dopiero po ostatnim. Możliwe, że nie na wszystkich zadziała w ten sposób, mogę jednak ręczyć, że jest idealna dla wszystkich tych, którzy po prostu cenią sobie wiedzę. Każdą, niezależnie od własnych poglądów. I potrafiących patrzeć z szacunkiem i dystansem na wiedzę i logiczne rozumowanie innych, nawet jeśli posiadają odmienne zdanie . Dla tych, którzy lubią dowiedzieć się czegoś nowego, Wiker otwiera nowe światy faktów i ich interpretacji. Czy prawdziwych? To musimy ocenić w głębi swoich serc.

Mądrość obiecuje "Tych kocham, którzy mnie kochają, 
znajdzie mnie ten, kto mnie szuka" (Prz 8:17) 

Bardzo spodobał mi się pomysł czytania Biblii jak wielkiego dzieła literatury z epicką fabułą. Bez nieustannego zastanawiania się "Czy tak mogło być? Czy tak się zdarzyło?". Wszystkim nam, sceptykom, ułatwi to znalezienie w Biblii tych prawd, które są niepodważalne i aktualne bez względu na to, czy opisywane wydarzenia uznajemy za fakty. Tak jak nie musimy wierzyć w orków z Władcy Pierścieni by dostrzegać w nim wielowymiarowość i mnogość idei, a w szczególności walkę dobra ze złem.  

Ja nie znalazłam chyba u Wikera ani jednego zdania, z którym bym się nie zgadzała, albo które by mnie zbulwersowało. Autor stąpa po niezwykle grząskim i trudnym terenie, przypominającym pole minowe i wychodzi z niego bez szwanku jak najlepszy saper. Mój egzemplarz, zakupiony w najcudowniejszej ze wszystkich tanich książek w Krakowie, cały pomalowany jest zakreślaczem i notatkami na marginesach. Bardzo dobra rzecz przed nadchodzącymi wyborami. 

Jest to ta różnica pomiędzy Kościołem a państwem (...) korzeniami sięgająca do judeochrześcijańskiego rozróżnienia pomiędzy tym, co nadnaturalne i naturalne, pomiędzy Państwem Bożym a państwem ludzi, która ma nie dopuścić do tego, aby władza państwa przemieniła się w teokrację (jak to jest w islamie) czy sama stała się religią (jak w pogańskim Rzymie, Związku Sowieckim czy nazistowskich Niemczech...)


Brudnopis oboma łapkami (a szczególnie prawą) przydziela tej pozycji 9/10 punktów. 

sobota, 24 stycznia 2015

Księga Zmarłych Filozofów / Simon Critchley, 2011

Sesja to ten specyficzny czas, w którym chyba każdy student (a zwłaszcza leniwy, który robi kompletnie nic przez cały semestr) myśli o rzeczach ostatecznych. Jakie znaczenie ma oblany egzamin z punktu widzenia wszechświata? Jak zawalenie studiów wpłynie na moje życie, jak potoczą się moje losy? A może jutro umrę, jutra nie będzie i niepotrzebnie tracę cenne godziny swojego życia na zgłębianiu całek, genetyki albo budowy anatomicznej myszy? Brudnopisa dopadły właśnie takie oto pytania ostateczne i dlatego chyba sięgnął po książkę Simona Critchleya, która w znacznie lepszym stylu niż pan premier może powiedzieć nam: jak żyć. W przewrotny, filozoficzny sposób oczywiście, ponieważ cała książka poświęcona jest ... umieraniu. Dobra śmierć nie jest zła, twierdzi większość przedstawionych w niej filozofów, człowiek potrafiący dobrze umrzeć to człowiek potrafiący dobrze żyć. Jak pomyśli się, jaką marnością są problemy codzienne w porównaniu z tym problemem ostatecznym, człowiekowi od razu robi się lżej na duszy. Jest to bowiem jedyny chyba problem na świecie, który prędzej czy później sam się rozwiąże. 

Simon Critchley to urodzony w 1960 roku angielski filozof, obecnie uczący w The New School. Pisze głównie na temat historii filozofii, teorii politycznej, religii, etyki i estetyki (a zwłaszcza literatury i teatru). Twierdzi on, że filozofia rozpoczyna się w rozczarowaniu religią albo polityką. Ogólnie można więc przyjąć, że do pisania Księgi Zmarłych Filozofów  zabrał się skrupulatnie i nie opowiada nam w niej historii wyssanych z palca. Równocześnie książka ta jest tak zabawna i łatwa w odbiorze, że nawet taki ignorant jak ja wszystko zrozumiał i dobrze się przy niej bawił. 

Księga Zmarłych Filozofów została opublikowana najpierw w Wielkiej Brytanii i Australii w 2008 roku, następnie w Stanach Zjednoczonych w 2009 roku a później została przetłumaczona na 17 języków. Ciekawostką, która mnie zadziwiła jest fakt, że książka ta znalazła się na liście bestsellerów New York Timesa w marcu 2009 roku. Czemu zadziwiła? A no właśnie.

Księga, to nic innego jak króciutkie notki biograficzne 190 filozofów, ułożone od tych najstarszych (na przodzie mamy Talesa) do tych całkowicie współczesnych, niekiedy liczące mniej niż pół strony, skupiające się głównie na tym jak kto umarł i co miał na temat samej śmierci do powiedzenia. Z jednej strony jest to bardzo ciekawe, z drugiej nie spodziewałam się aż takiego zainteresowania tematem, biorąc pod uwagę, że na liście bestsellerów NYT znajdujemy zazwyczaj takie perełki jak 50 twarzy Greya. 

Co ta książka wniosła do mojego życia? Ogromną ilość potencjalnej wiedzy, rzeczywistej bowiem jest w niej stosunkowo mało, ale jest za to idealnym początkiem dalszych poszukiwań. Autor podaje nam 190 nazwisk bardzo mądrych ludzi, z których pracami warto byłoby się zapoznać! Nazwisk, których przeciętna osoba nie studiująca filozofii musiałaby poszukiwać na ślepo. Przedstawia nam pokrótce najważniejsze założenia każdego z wielkich myślicieli, tak że możemy sobie potem wygooglować tego, który akurat najbardziej nas zaciekawił. Czy to nie wspaniałe?! A na dodatek możemy się przy lekturze świetnie bawić, czytając o tym, że nawet najmądrzejsi z ludzi ulegali zabawnym słabostkom, albo ginęli w prześmieszny sposób. Jeśli więc szukasz czegoś w rodzaju encyklopedii czarnego humoru skupionej na poglądach i śmierci wielkich tego świata, to jest to książka dla Ciebie. Dowiesz się z niej min:

  • kto zgodnie z legendą spał w jaskini przez 47 lat i dożył wieku 157?
  • którzy filozofowie nienawidzili bobu?
  • kto kazał wysmarować się krowim łajnem?
  • kto "został zabity, gdy orzeł upuścił na jego łysą głowę żywego żółwia, błędnie biorąc ją za skałę"?
  • kto rzucił się do krateru Etny?
  • kto twierdził, że nic nie jest tak zgodnie z rozumem, jak zanegowanie rozumu?
  • kto na szafocie powiedział do pomocnika "Proszę mi pomóc wejść, zejść postaram się sam"?


I wielu, wielu innych fascynujących anegdotek, którymi możesz popisywać się w pracy albo w trakcie sesji poprawkowej... a to wszystko okraszone refleksją nad naszym tu i teraz. 7/10 punktów

"Myślę, że uczciwie można powiedzieć, iż zachodnie społeczeństwa, i nie tylko one, stoją nad szczeliną, która może zamienić się w przepaść. Jest to szczelina wypełniona przez obskurantyzm w różnych odmianach, które sprzysięgają się promując przekonanie, że po pierwsze, coś takiego jak samopoznanie jest osiągalne; po drugie, opatrzone jest metką z ceną; i po trzecie, wcale nie kłóci się z uganianiem się za bogactwem, przyjemnością i osobistym zbawieniem".

niedziela, 7 grudnia 2014

Katharsis : o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki / Andrzej Szczeklik; wstęp Czesław Miłosz, 2003.

Marek Edelman, udzielając wywiadu rzeki do książki Bóg śpi powiedział:
Zmienia się medycyna, a lekarze mniej pracują teraz głową, a więcej maszynami (...) dziś lekarze uczą, że na wszystko jest maszyna. Ona za ciebie odpowiada, ona ci z kropli krwi zrobi cały przegląd - potrzebny, niepotrzebny, ale robi. Ale choć są niby wszystkie dane, to potem się okazuje, że one w ogóle nie mają nic do rzeczy...
Czemu zaczynam od Edelmana pisząc recenzję książki Szczeklika? Tak mi się jakoś ze sobą skojarzyli, mimo wielu różnic: między innymi w podejściu do religii. 
Może dlatego, że obaj zdecydowanie wierzyli w jedną, tą samą rzecz - w etos lekarza? I choć opowiadali o nim w zupełnie inny sposób (Szczeklik bardziej poetycki, Edelman w dosłowny i uszczypliwy) chyba chodziło im  o to samo?

O zmarłym w 2012 roku Andrzeju Szczekliku, w wielbionej przez wszystkich internautów Wikipedii można przeczytać, że był polskim lekarzem i naukowcem, profesorem Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, pisarzem, eseistą i filozofem medycyny, wiceprezesem Polskiej Akademii Umiejętności i animatorem Akademii Młodych "PAUeczka Akademicka". Zajmował się pracą naukową z zakresu kardiologii i pulmonologii. 

Jednym słowem: był z niego bardzo zapracowany człowiek. Mimo tak wielu obowiązków udało mu się wyłuskać jeszcze trochę czasu na napisanie trzech bestsellerów przetłumaczonych na język angielski, niemiecki, hiszpański, węgierski i litewski; z czego jednym jest właśnie Katharsis.

Katharsis to piękny zbiór anegdot o tym, jak być lekarzem, a nie rzeźnikiem i jak nie odżegnać się od człowieka, nawet w czasach, gdy medycyna zdominowana jest przez maszyny. Leczyć człowieka, pamiętając nieustannie, że również jest się człowiekiem. 

Na koniec jedna uwaga osobista. Zwolennik eutanazji i wpieranego samobójstwa opiera swój pogląd na przekonaniu o niepodważalności rozpoznania postawionego przez lekarza. Gdybyś ty wiedział, miły Czytelniku, ile razy ja się w swoim wyrokowaniu lekarskim myliłem! Ile razy - bywało - w ciągu roku! Gdyby śmierć miała zależeć od mojego osądu lekarskiego (wspartego - zapewne zgodnie - przez grupę pokrewnych specjalistów), ileż mniej ludzi chodziłoby dziś po ziemi! 

To opowieść o najwyższej wartości rozumu oraz o tym, że rzeczy się nie wykluczają. Po prostu. Co medycyna ma wspólnego z magią i sztuką?

Ewolucja nie wyklucza Boga. Bóg nie wyklucza ewolucji. Współczesność nie wyklucza mądrości przodków, a mądrość przodków może być naszą mądrością, ubraną po prostu w dawne słowa. 

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, co Mojry mogą mieć wspólnego z fizyką kwantową, czemu wąż eskulapa jest symbolem medycyny i jak ten wąż ma się do DNA to jest to książka dla Ciebie. 

  • Jak się ma sztuka do nauki i czy medycyna ma szansę kiedykolwiek stać się nauką w ścisłym tego słowa znaczeniu? Czy byłoby to dobre dla pacjenta, który jest tworem cielesnym, ale również duchowym i czy medycyna nie jest zbyt zmienna, aby podlegać tym samym prawom co np. fizyka? 
  • Jakie są rodzaje pulsu? Czym jest katharsis? Co uzdrawia? Jak opisać bezmiar cierpienia? 
  • Czym jest śmierć i czy musi następować? 
  • Co wspólnego ma mityczna chimera z pandemią grypy? 
  • Czym jest ja? I co wspólnego ma Narcyz z układem immunologicznym?

Szczeklik udowadnia, że medycyna nigdy nie była i nie powinna być jedynie nauką o płynach ustrojowych i narządach, a jej istotą nie są tylko pomiary i lekarstwa. Odwołuje się nie tylko do historii, filozofii i mitów, ale również opowiada wiele o własnych doświadczeniach.

O zamrażaniu dźwięków, słów, a nawet muzyki marzono od dawna. Antifanes, domownik Platona, opowiadał o kraju, gdzie zimy były tak ostre, że słowa zamarzały w powietrzu. Latem, gdy tajały, mieszkańcy dowiadywali się, o czym mówiono zimą, tak jak uczniowie Platona dopiero na starość zaczynali pojmować, co znaczyły usłyszane przez nich w młodości słowa mistrza.
Wpuszczanie mnie do swojego domu, a tym bardziej dopuszczanie do biblioteczki skutkuje niejednokrotnie ubytkiem w księgozbiorze - nadmienię tylko, że na czas określony, to jest do następnego spotkania. Jestem paskudnym przykładem mola książkowego, który szczególnie upodobał sobie grzebanie w cudzych zbiorach domowych. Nie dość, że są zazwyczaj tematycznie uporządkowane i mniejsze od bibliotek publicznych, to na dodatek wiele mówią o właścicielu i zazwyczaj są w cudownym, nienaruszonym stanie - aż chce się czytać! 

Właśnie w ten sposób weszłam w tymczasowe posiadanie Gawęd o księdzu Tischnerze, Pianisty i Katharsis właśnie. A z nich wszystkich Katharsis jest najlepiej wydana. Obwoluta jaka jest, każdy widzi, ale książka najładniejsza jest w środku! Pozwoliłam sobie zrobić fotografię tego wydania, żeby przekonać Cię, że książka ta to idealny prezent świąteczny, dla wszystkich tych, których interesuje filozofia, medycyna, sztuka albo po prostu lubią mieć na półce ładną książkę. Nie twierdzę, że jest ono zachwycająca, nie jest to przecież żaden cudny album, ale na pewno wybija się edytorsko na tle innych książek w tej cenie. 
Katharsis dostaje ode mnie 8/10 punktów.




niedziela, 2 listopada 2014

Cuchnący Wersal / Elwira Watała 2007

Wersal – siedziba francuskich królów, opływająca złotem budowla, którą uważano za 8 cud świata. Pałac posiada ponad dwa tysiące pokoi, na przełomie XVII i XVIII wieku zamieszkiwało w nim dziesięć tysięcy mieszkańców i pięciotysięczna służba. Zbudowany z rozmachem ku czci francuskiej monarchii. Dalej zachwyca, rocznie odwiedzany jest przez dziesięć milionów turystów. Każdy z nas chciałaby zobaczyć rozmiar przepychu w jakim pławiły się głowy państwa, gdy lud z głodu jadł trawę. Puchowe dywany, kryształowe lustra, łoża z baldachimami i złoto, aż chce się krzyknąć „gold everywhere !”. Niestety to tylko dobrze się prezentowało…

Elwira Watała na 500 stronach książki przybliża nam jak wyglądało życie w tym przybytku. Nie doprowadzono wody, nie zainstalowano toalet, ale za to zapewniono nocniczki obite czerwonym  pluszem. Tylko tych nocniczków było za mało, jak młody szlachcic nie zdążył do swojego pokoju, załatwiał potrzebę pod schodami albo za haftowaną firaną kosztującą tysiące liwrów. Natomiast służba opróżniała baseny pod ścianami przy wejściach. O kąpaniu nie było mowy, przecież zagrażało zdrowiu. Paniom wystarczało przetarcie się woda z dodatkiem pomarańczowego soku i niezliczona ilość perfum. Panowie nawet tego nie używali, chyba że gustowali w sypaniu z innymi panami. Jak wiadomo miłość jest siłą napędową, potrafiła zmusić niejednego monarchę do wykapania się PO KILKUNASTU LATACH przy wprowadzaniu do łóżka młodziutkiej metresy*. Kilkaset piesków biegających po komnatach, które nie były regularnie wyprowadzane na spacer załatwiały się na drogie wykładziny. A teraz wyobraźcie sobie ogrom smrodu, jaki przepełniał Wersal. Gdy ten odór przeszkadzał samym mieszkańcom, cały dwór przenosił się do innego mniejszego pałacu a Wersal się po prostu wietrzył! Kiedy ludzie mówią, że chcieliby się urodzić w innych czasach, gwarantuje, że po tej książce zmienią zdanie.

Autorka opisuje jak Wersal został zbudowany, jakimi pobudkami kierowali się królowie i jaką władzę na dworze miały ich kochanki. Intrygi, spiski i otrucia były na porządku dziennym. Pisarka dostarczyła również czytelnikowi dużą wiedzę z zakresu życia seksualnego ówczesnych szlachetnie urodzonych ludzi. Pedofila, nekrofilia, zoofilia, sadomasochizm, orgie – wymieniać można bez końca. Rozpusta i rozluźnienie obyczajów skutecznie uszczuplało skarbiec i wyniszczało Francję.
Pozycja ciekawa, to już druga książka Elwiry Watały, po którą sięgnęłam. (Pierwsza to Wielcy zboczeńcy, zdecydowanie polecam). Nie jestem historykiem i momentami gubiłam się w nazwiskach – pewnie większość z nich i tak zapomnę. Mimo wszystko czyta się dobrze, książka nie jest przeładowana niepotrzebnymi datami i oddaje główne założenie – czym cuchnął Wersal. Dowiecie się również, która z królewskich utrzymanek zamówiła miniaturowe karoce (złote oczywiście) dla swoich myszek, który król umył stopy pierwszy raz po sześćdziesięciu latach oraz poznacie tożsamość królowej, która robiła sobie lewatywę przy gościach. Doprawdy po takim spacerze wersalskimi korytarzami, zaglądaniu do gabinetów i sypialni wiem, że nie przeżyłabym tam nawet godziny. Zalecam przeczytać wszystkim miłośnikom innych epok: pięknych sukien, balów, klejnotów i pałacowego życia. Na zdjęciach i filmach to wszystko wygląda niesamowicie, tylko nie czuć zapachu wypełniającego każdy kąt.


Wersal cuchnął. I niczym się nie można wywabić tego specyficznego wersalskiego zapachu – potu, krwi, spermy i perfum. Utrwalił się na zawsze.

*metresa -  faworyta, kochanka, w społeczeństwach,w których małżeństwa zawierano z powodów ekonomicznych czy też politycznych metresy spełniały rolę dobrowolnie wybranej, nieumówionej partnerki, nie tylko w życiu seksualnym. 

czwartek, 23 października 2014

Lew-Starowicz o mężczyźnie / Krystyna Romanowska 2012

Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Prawda czy mit? Na to pytanie znany psychiatra, specjalista w dziedzinie seksuologii, Stanisław Lew-Starowicz w trzech książkach O kobiecie, O mężczyźnie, O miłości stara się odpowiedzieć. Sięgnęłam po drugą część cyklu czyli O mężczyźnie.  Do irracjonalnych zachowań kobiet spowodowanych hormonami już się przyzwyczaiłam. Ale co siedzi w mózgu faceta? I czy faktycznie to siedzi w mózgu, a nie w mniej/bardziej (zakreślić wedle upodobania) atrakcyjnej części ciała? Lew – Starowicz rozkłada na czynniki pierwsze przeciętnego Pana Kowalskiego z klatki 10b.

Czego się dowiadujemy z tego kompendium wiedzy o facecie? Otóż moje panie koniec z łajaniem naszych lubych!

Człowiek od najbliższej osoby musi dostawać pozytywne wzmocnienia co najmniej kilka razy dziennie! Badania mówią, że jeśli związek ma być udany, to na jedną uwagę krytyczną musi być pięć pochwał.

Czysta matematyka, kalkulator i do dzieła. Jeżeli nasz samiec ma wkręcać żarówki bez zająknięcia, raz w tygodniu ugotować obiad i zrobić masaż stóp po ciężkim dniu pracy musimy go dowartościowywać. Powinnyśmy zrozumieć dlaczego docenianie naszego faceta to taka ważna sprawa – połaskotane ego to nie wszystko. Musimy również skończyć z chodzeniem przy mężczyźnie swojego życia w zaplamionych koszulkach (na mojej ciągle są plamy z maści cynkowej – czasami nawet całe złoża…) i dziurawych getrach.

Problem atrakcyjności fizycznej w domu jest bagatelizowany właśnie przez kobiety. Mówią: 'Jak mnie kocha, będzie mnie też kochał w brudnym podkoszulku'. Otóż nie! (…) Naturalną koleją rzeczy jest, że w okresie tańca godowego eksponujemy swoje najmocniejsze strony i pokazujemy jak najładniejsze 'opakowanie'. Tyle tylko, że ono nie może mieć jedynie odświętnego charakteru.

Przyznaję się, że z tym zgadzam się w bardzo dużym stopniu. Nie mówię o codziennym wstawaniu pół godziny wcześniej i nakładaniu pełnego makijażu czy układaniu włosów, ale o subtelnych koszulkach, seksownej bieliźnie – do sypialni też można czasami iść w szpilkach. Odrobina urozmaicenia nigdy nie zaszkodzi. Poprawi się nie tylko sex, poprawią się też relacje, na którym kobietom zależy bardziej.

Stanisław Lew-Starowicz w tej rozmowie porusza tematy związane z naszą seksualnością i problemy, które z niej wynikają  jeżeli nie potrafimy współgrać z mężczyzną. Nie różnimy się tylko ciałem, różnica tkwi w mózgu. Nie ma czegoś takiego jak Unisex (chociaż coraz więcej pseudomężczyzn w rurkach budzi moje wątpliwości) jest kobieta i jest mężczyzna. Działamy na odmiennych falach i powinniśmy się uczyć siebie nawzajem.


Czy mężczyźni przechodzą kryzys wieku średniego? Dlaczego zdradzają z kobietą, która przecież jest od nas głupsza? Jakie mają kompleksy? Dlaczego płodność mężczyzn tak drastycznie spada? Na pytania, które stawia pani Krystyna Romanowska, seksuolog w prosty i przyjazny sposób odpowiada. Niektóre z kobiet mogą być rozbawione tym jak funkcjonuje mężczyzna, dla innych będzie to kubeł lodowatej wody – spakują i wystawią Kowalskiemu walizkę za drzwi. Dla mnie nic nowego, człowiekiem kierują pierwotne instynkty. Pozycja dobra - o mężczyznach dla kobiet, bez naciąganej fabuły i wyświechtanych frazesów.

środa, 9 lipca 2014

Boskie przyrodzenie : Historia penisa / Tom Hickman

Książka porwana z biblioteki zaraz po inwentaryzacji, wczoraj po południu. Całkiem świeżutka w Polsce (2014 rok), w oryginale już trochę mniej (2012).

Nie da się ukryć, jadąc autobusem podmiejskim do domu, chichocząc co chwilę i czytając coś co ma penisa już na okładce budziłam spore zainteresowanie (niestety, zwłaszcza wśród zgorszonych kobiet po pięćdziesiątce). Najwyraźniej trafiłam do autobusu w którym penis nie kojarzył się paniom z niczym przyjemnym, a już na pewno – nie zabawnym. A przecież temat jest tak rozkoszny, że trudno oprzeć się takiej pozycji! Już pierwsze zdanie książki:
 jest prawdą powszechnie znaną, że mężczyzna obdarzony penisem czasami będzie nim myślał,
zachęciło mnie do lektury, a kolejne tylko utwierdziły w przekonaniu, że książkę tę po prostu warto przeczytać.
Po pierwsze, napisana jest przezabawnym, barwnym stylem. Autor na każdej stronie popisuje się inteligentnym poczuciem humoru i barwnymi opisami. Nawet jeśli jesteś jedną z tych kobiet, które nie mogą przełknąć nawet SŁOWA penis, możesz świetnie się przy niej bawić. Przywoływane są również niezwykle ciekawe anegdotki i cytaty (czasem tak absurdalne rzeczy, że trudno w nie uwierzyć). To po prostu 200stronicowy zastrzyk wiedzy (z bardzo wąskiej dziedziny, to prawda, ale mimo wszystko wiedzy) z zakresu historii, psychologii, seksuologii i medycyny, a także religioznawstwa. Wiele z nich było mi już znanych wcześniej (min. z innych zabawnych publikacji popularnonaukowych i historycznych) żadna z nich jednak nie należy do wiedzy ogólnej. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, coś o czym nie miał bladego pojęcia i coś, co niezmiernie go zaciekawi. Jedyną niepokojącą rzeczą jest to, z jaką łatwością autor przyznaje rację wszystkim stereotypom o mężczyznach oraz temu, że to penisy rządzą mężczyznami i że nie panują oni w żaden sposób nad swoimi popędami. Możliwe, że jest to zwykła prowokacja ze strony Hickmana (jest on przecież reporterem i dziennikarzem, a ci jak wiadomo je uwielbiają), możliwe że kolejny żart, a możliwe że próba usprawiedliwienia tych barbarzyńskich zachowań mężczyzn, towarzyszących im od zarania dziejów. Równie stereotypowo (przynajmniej w moim odczuciu jest to tylko stereotyp, ale kto to wie...) odnosi się on do seksualności kobiet, jako spokojniejszej i mniej wyuzdanej (choć z całą pewnością bardziej wymagającej).
Nawiedzonym feministkom radzę nauczyć się wszystkich anegdotek na pamięć, przyda im się to w ożywionych dyskusjach z płcią przeciwną. Lektura ciekawa i wartościowa zarówno dla Panów (przekonaj się chłopcze, że nie tylko Ty masz problem ze swoim najbliższym przyjacielem), ale również dla kobiet (niska kaloryczność spermy i jej zdrowotne właściwości, min. odmładzające, to coś z czym powinna zapoznać się każda kobieta. Może następnym razem zastanowi się, zanim zakrzyknie a fuuuj! )


  • Kto miał się gotować we własnym nasieniu w piekle?
  • Co nazywamy watykańską ruletką?
  • Kto miał obowiązek kochać się codziennie z 10 kobietami?

Jeśli nie znasz odpowiedzi na te trzy pytania, zajrzyj koniecznie do książeczki Hickmana i przekonaj się, ile ciekawych rzeczy kryje w sobie męski rozporek.

Podsumowując:
Książeczka króciutka jak większość obiektów, o których traktuje i równie zabawna.
I tak jak większość z nich, dobra na jeden, dwa wieczory :D
Idealna na prezent dla Twojego mężczyzny.