Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2019

Boży coaching. To Ci się opłaca. Jak Biblia może pomóc w terapii / Małgorzata Kornacka, 2019.

Gdybym miała nazwać tę książkę powiedziałabym, że to książka-ulga. Na każdy rozdział reagowałam głębokim westchnieniem: “oooo czyli nie jestem nienormalna, to najwyraźniej całkiem typowe pokręcone myśli”. Jest idealna dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z poradnikami psychologicznymi. Na samym początku nie byłam do niej przekonana - oceniłam bowiem książkę po okładce.

Jestem najtwardszym z lingwistycznych konserwatystów, dlatego do samego słowa coaching w tytule mam niechęć. Kolejną kwestią budzącą moje wątpliwości jest samo zjawisko coachingu i to, jak wielu “specjalistów od niczego” prowadzi wykłady motywujące, na których głoszą jak mamy żyć, abyśmy wszyscy byli szczęśliwymi bogaczami. Wszak jak głosi Wikipedia coatching to:

“interaktywny proces rozwoju, poprzez metody związane z psychologią, realizowaniem procesu decyzyjnego do zaspokajania potrzeb, który pomaga pojedynczym osobom lub organizacjom w przyspieszeniu tempa rozwoju i polepszeniu efektów działania, osiągnięcia celu.” 

Nie jestem człowiekiem rozwoju - staram się nie degenerować i to póki co tyle. 

Postanowiłam dać książce szansę głównie ze względu na podtytuł: jak Biblia może pomóc w terapii. Odkąd zaznajomiłam się z wykładami prof. Petersona połączenie religii i psychologii interesuje mnie jeszcze bardziej. Uznałam również, że mądrego to i warto poczytać, a pani Małgorzata Kornacka jest psychologiem, psychoterapeutą poznawczo-behawioralnym i doradcą zawodowym. W swojej książce opisuje typowe codzienne sytuacje z którymi zmaga się każdy z nas i stara się dodać nam otuchy. Rozkłada na czynniki pierwsze nasze emocje i logicznym wywodem utwierdza nas w przekonaniu, że “Hej! Chyba widzisz, że w sumie nie ma się czego bać?”. Nie wiemy co jest za rogiem, ale to nie znaczy że to coś złego - przecież zmiany następują również na lepsze!

Kornacka pisze o natrętnych myślach, poczuciu własnej wartości, o emocjach i przebaczaniu, depresji, motywowaniu czy asertywności. Narracja płynie swobodnie, wesoło, jakby autorka po prostu rozmawiała z przyjacielem. 

Przedstawione przez autorkę koncepcje psychologiczne znam z innych, bardziej szczegółowych pozycji. Trzeba jednak przyznać, że wiedza w poradniku została bardzo dobrze usystematyzowana. Nie jest to książka dla osób bardzo mocno zainteresowanych psychologią. Z całą pewnością jednak będzie wspaniała dla kogoś, kto odczuwa w swoim życiu pewien dyskomfort i postanawia stanąć do walki o własne szczęście. Godna polecenia czytelnikom w każdym wieku.

czwartek, 22 grudnia 2016

Bojowa pieśń tygrysicy / Amy Chua, 2011

Im dłużej myślę o zachodnich rodzicach, którzy lubią mówić o tym, co jest dobre dla dzieci, a co nie, nie jestem pewna, czy oni dokonują jakiegokolwiek wyboru. Po prostu robią to, co wszyscy. I niczego nie poddają w wątpliwość, co niby jest domeną Zachodu. Powtarzają tylko: "Trzeba dać dzieciom wolność, aby realizowały swoje pasje", chociaż wiadomo że tą "pasją" jest przesiadywanie na Facebooku i obrzydliwe, niezdrowe jedzenie.
To nie jest tak, że Brudnopis porzucił pisanie bloga na zawsze, albo nagle przestał czytać (teraz zastanawia się czy już nie za późno, czy ktokolwiek zobaczy tego błagającego o wyrozumiałość posta). Po prostu Brudnopis, jak przystało na mentalnego małego Azjatę uznał, że studiowanie dziennie i pisanie magisterki nie jest dla niego wystarczające. Uparł się więc, że pójdzie na cały etat do pracy, a gdy tylko pojawiła się możliwość zostawania po godzinach pierwszy zgłosił się na ochotnika.

Wstaje o 5ej. O 6.45 jako pierwszy pracownik swojego działu melduje się w bibliotece i odbiera klucz do pokoju.
Teleportuje się na uczelnię, w międzyczasie jedząc drugie śniadanie.
Wraca do pracy.
Zdaje klucz o 20.50 jako jeden z ostatnich pracowników. 
Czynność powtórzyć.
Oczywiście również w soboty, z tą różnicą, że ochrona wygania go już o 16ej.

Tu drobna uwaga do panów : musicie się jednak zdecydować czy chcecie kobietę piękną czy pracowitą. Jedno z dwóch, bo z niedoboru snu i kiepskiego żarcia człowiekowi robi się mięso mielone z twarzy. Ta zależność nie dotyka chyba jedynie bohaterek filmowych i Azjatek.

 Jednym zdaniem Brudnopis był z siebie dumny, póki nie przeczytał Bojowej Pieśni Tygrysicy. Teraz znów czuje się jak pozbawiona talentu i energii życiowej leniwa buła. Książka ta to wspomnienia matki, żony, prawniczki, ale przede wszystkim Chinki odstającej pod wieloma względami od swojego środowiska ludzi zachodu.

Amy Chua jest despotyczną matką. Krzyczy, wyrzuca dzieci z domu na mróz, nie pozwala im sypiać u koleżanek, nie pozwala na zbytki, nieustannie krytykuje. Zmusza je do codziennej pracy nad sobą. Oczekuje, że czego się nie dotkną będą bezkonkurencyjne. 

Chua to córka chińskich imigrantów, najstarsza z czterech sióstr inteligenckiej rodziny. Pisze naukowe artykuły, książki oraz jest profesorem Yale Law School. Jej mąż, amerykański Żyd również jest cenionym w środowisku prawnikiem. Nie oznacza to jednak, że kariera zawodowa jest dla Amy Chua najważniejsza. Jej główna życiowa misja, której poświęca niemal wszystkie pieniądze i każdą wolną chwilę jest jedna: być prawdziwą, chińską matką. Co oczywiście nie jest łatwe pośród tych wszystkich zachodnich rodziców, którymi wyraźnie gardzi. 

A kiedy dzieciom coś nie wychodzi, zamiast dokręcić śrubę, zachodni rodzice najchętniej podaliby do sądu cały świat!

Zachodni rodzice dają swoim dzieciom wolność wyboru zainteresowań, co sprowadza się prędzej czy później do siedzenia na Facebooku i picia z kolegami. Zachodni rodzice nie każą dzieciom uczyć się kilkuletnim dzieciom po dziesięć godzin dziennie, odpuszczają im naukę, gdy są chore lub na wakacjach. Zachwycają się nad każdą wykonaną przez dziecko czynnością, nad każdym postępem. Chińska matka ma dużo trudniejsze zadanie. Chińska matka w kraju zachodu musi ukrywać się ze swoimi metodami wychowawczymi. Nie może powiedzieć innym rodzicom, że spektakularne sukcesy jej dzieci nie wynikają jedynie z wrodzonego talentu, ale godzin kłótni, litrów potu czy wbijania zębów w fortepian. To całe dnie wypełnione nieustanną pracą i frustracją, myślą że czyni się dla swoich dzieci wszystko co najlepsze, a ona mogą za to znienawidzić. Chińska matka musi nauczyć swoje dzieci bezwzględnej pokory wobec rodziców, szacunku wobec starszych i poszanowania tradycji. Jak to jednak zrobić w Ameryce?

rodzina Amy Chua, źródło: oficjalna strona autorki
Nie będę ukrywać, po przeczytaniu wspomnień Amy Chua nie myślimy o niej ciepło. Wręcz przeciwnie. Matka dwóch odnoszących niebywałe sukcesy córek człowiekowi zachodu jawi się jako potwór. Patologiczna matka w eleganckiej garsonce. O takich jak ona mówi się na zachodzie, że cierpi na przerost ambicji i jest despotką. O takich rodzicach zwykło się mawiać, że mają dzieci tylko po to, żeby móc je tresować i się nimi chwalić. Dla chińskiej matki nie byłyby to zarzuty. 

Gdy Bojowa pieśń tygrysicy została wydana, wywołała naprawdę wiele kontrowersji. Choć minęło od tamtego czasu wiele lat pamiętam doskonale jak wielu rodziców było oburzonych jej słowami i nie mogło pogodzić się z metodami wychowawczymi Chua; jakby zupełnie nie dostrzegając różnicy kultur świata wschodu i zachodu, o których autorka nieustannie przypomina. W Ameryce dzieci uczą się grać na instrumencie przez tyle minut, ile mają lat. W Chinach kilkulatkowie potrafią ćwiczyć nawet po dziesięć godzin dziennie. W porównaniu z innymi Chinkami autorka wspomnień była prawdziwą luzaczką. Książka może nas do czegoś zainspirować albo niebywale oburzyć, ale na pewno jest godna przeczytania. Brudnopis ocenia ją na 7/10 punktów. 

P.S. Brudnopis nie ma dzieci, bo nie miałby czasu ich sobie zrobić, chyba że w niedzielę między 18.10 a 18.13. Jeśli jednak będzie je miał postara się zapamiętać, że prawdopodobnie jeszcze żadne nie umarło od niesienia własnej walizki.

środa, 10 sierpnia 2016

Fetysz mózgu / Kinga Korska, 2016

Czuję się odrobinę nieswojo, komentując tę pozycję. Rzadko recenzuję polskie książki, jeszcze rzadziej powieści pisane przez kobiety, a tym razem jest to w dodatku komiks - od których jakoś z reguły trzymałam się do tej pory z daleka. Ponieważ jednak miałam dziś wolną godzinkę, a Fetysz leżał obok mnie i kusił intrygującym tytułem i okładką (i to aż w dwóch wersjach językowych!) postanowiłam zajrzeć. Konsekwencją tego jest chęć ostrzeżenia Was przed tą powieścią graficzną. Przeczytanie jej bowiem za darmo jest całkiem w porządku, zapłacenie jednak kilkudziesięciu złotych za tą wątpliwą przyjemność już z pewnością nie. Zresztą takie odczucia mam przy bardzo wielu książkach: jeśli są wypożyczone z biblioteki i poświęcacie na nie tylko czas, trudno: nie spodoba Wam się to odłożycie na bok i żadnej straty nie będzie. Gorzej, jeśli skuszeni jakimś marketingowym chwytem zapłacicie za nią kupę kasy, a później czytacie z poczucia obowiązku. Właśnie przed tym chcę Was ustrzec z kilku powodów:
  • Na świecie jest tyle fantastycznych rzeczy, na które można wydać kasę, że aż szkoda ją marnować!
  • Odwiedzających tego bloga jest tak żałośnie mało, że czuję się osobiście odpowiedzialna za Wasze czytelnicze dobro :D
  • Rysunki i opisy na okładce są na tyle ciekawe, że łatwo wyjść z założenia że będzie to coś ciekawego, jeśli nie ma się możliwości zajrzenia do środka. Głupio byłoby więc kupić ten komiks komuś w prezencie, a potem się za niego wstydzić. 

Wydawca zapewnia nas, że jest to błyskotliwa, wciągająca i poryszająca psychologiczna powieść graficzna na 5gwiazdek. Ja wiem, marketing i te sprawy, ale żeby aż tak kłamać? W opisie komiksu możemy przeczytać:
Często zapominamy, że kobiety, obok cycków, mają również mózg. Co więcej, są też takie, które - podobnie jak autorka - nie wahają się go używać. To pierwsza powieść graficzna na rynku wymagająca zaangażowania, która prowokuje do zabawy intelektualnej, użycia nie tylko zmysłu wzroku, ale i czegoś więcej, by w pełni uruchomić mózg czytelnika - tak, by stał się rownież jego fetyszem.


przykładowa odkrywcza myśl
No i pięknie! Liczyłam, że będzie to naprawdę błyskotliwa powieść graficzna, oparta na odkryciach psychologów, która otworzy przede mną jakiś nowy świat. Nie jestem jakąś wielką fanką autorek takich jak chociażby Katarzyna Miller, ale lubię sobie czasem przeczytać niezobowiązująco i zabawnie o rzeczach poważnych. A czy może być w naszym życiu coś ważniejszego niż miłość i związki? Tym większe było moje rozczarowanie debiutem pani Kingi Korskiej, który nie zachwyca od strony graficznej, ale przede wszystkim treścią. Dostajemy bowiem garść porad i faktów, które można znaleźć w chyba każdym krótkim artykuliku o psychologii i związkach, obleczone w 183 strony truizmów w stylu Paulo Coelho. Pani Kinga przedstawia nam bowiem "swoje starsze alter ego", dojrzałą matkę zbliżającą się do trzydziestej rocznicy ślubu, która tłumaczy swojej nieco bezczelnej córce zasady udanego pożycia małżeńskiego.

Sama koncepcja bardzo fajna, ale to co dowiadujemy się z ust głównej bohaterki to dokładnie te same złote mądrości, jakie za darmo można usłyszeć w telewizjach śniadaniowych. Dodałabym do tego jeszcze, że wszystkie żarciki są dość seksistowskie - mężczyźni przy kobietach wypadają w niej bowiem jak u Bennego Hilla. Z tym, że gdy to kobieta robi z facetów gorszą, brzydszą i niedomyślną płeć wypada to dużo mniej śmiesznie niż w moim ulubionym show z dzieciństwa.

Do tego pani Kinga dodała odrobinę wylgaryzmów i prymitywnych dowcipów i to mieliśmy chyba odebrać jako zapawiadaną przez autorkę "ironię". Niestety, najwyraźniej brudnopisom ironia jest całkowicie obca.

O matko... Brudnopis trochę się wyżywa i jest to nieładne, baaaardzo rzadko tak źle oceniam czyjąś ciężką pracę. Nie wątpię bowiem, że pani Kinga bardzo się naprawcowała przy tworzeniu. Po prostu podejrzewam, że pozwolono jej zadebiutować zbyt wcześnie, zanim uświadomiła sobie dokładnie co chce czytelnikowi tak naprawdę przekazać. Tym bardziej zastanawia mnie fenomen tej pozycji, która została wydana w dwóch wersjach językowych i jest dość energicznie promowana. Wydawnictwo nazywa się vorto, czytelnik sam oceni czy worto było, czy nie worto :)

Niestety, z mojej recenzji mogą wynikać jedynie trzy wnioski:
  1. jest to dość kiepska pozycja,
  2. w ogóle się nie znam!
  3. takie marudy jak ja, same hobbistycznie interesujące się psychologią (jak chyba wszyscy mający problemy emocjonalne) nie są targetem tej książki. 

Niezależnie jednak od powodów Fetysz oceniam na 3/10, jednocześnie nie "przekreślając" autorki na zawsze: z tego co można bowiem o niej poczytać jest wszechstronną artystką, która może nas jeszcze zaskoczyć. Aby potwierdzić tę tezę dodam, że niektóre obrazeczki były całkiem udane:


środa, 14 października 2015

Zdrowiej! Pokonaj lęk, stres i depresję / David Servan-Schreiber, 2003


Zacznę może od tego, że nie do końca ufam poradnikom. Najpierw patrzę na tytuły w stylu: jak zarobić pierwszy milion, jak zostać gwiazdą showbiznesu, jak zrobić piękny brzuch w dwa miesiące, a później spoglądam na nic nie mówiące mi nazwisko człowieka, który najwyraźniej postanowił zarobić swój pierwszy milion właśnie na tym poradniku. Jeśli więc sięgam po jakikolwiek, to zazwyczaj najpierw dobrze sprawdzam autora: autor godny zaufania to książka, która dostarczy nam satysfakcji. 

Po tę pozycję, w oryginale wydaną w 2003 roku, a w Polsce w 2009 i 2010, prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie moja rozentuzjazmowana ciocia. „Mam taką świetną rzecz w samochodzie, przeczytaj ją sobie, ja sama zaglądam do niej od czasu do czasu”. Pamiętajcie: zawsze wierzcie swoim ciociom. Zdrowiej! jest bowiem naprawdę książką godną polecenia. Z całą pewnością, stosując się do zaleceń Servana-Shreibera nie zrobicie sobie krzywdy – a przy okazji sam tekst dostarczy wam na pewno przyjemnych doznań estetycznych.

Ze zdjęcia na okładce spogląda na nas bardzo przystojny mężczyzna, któremu „dobrze z oczu patrzy”. Do tego jej opis obiecuje nam „złote góry”: pozycja ta nauczy nas panować nad stresem i depresją, spowolnić proces starzenia, regulować zegar biologiczny, otwieranie się na więzi emocjonalne. Teraz wyobraźcie sobie głośne, sarkastyczne prychnięcie: tak właśnie prycha rozbawiony Brudnopis. Wystarczy jednak zajrzeć do środka by przekonać się, że autor naprawdę nie próbuje nam wcisnąć tandetnych historyjnek w kiepskim, naiwnym opakowaniu. Dostajemy od niego pigułkę lekkostrawnych informacji, ale opatrzonych potężną bibliografią i ilością przypisów do najbardziej prestiżowych publikacji medycznych. Schreiber mówi do nas językiem obrazowym, sympatycznym i niemal czułym. Naprawdę nie musimy kończyć studiów medycznych, żeby cokolwiek zrozumieć. 
 
W każdym rozdziale spotykamy się z informacjami ze świata badań medycznych, anegdotami z jego życia i z życia jego pacjentów a nawet nawiązaniami literackimi i historycznymi. Jednym słowem: przy lekturze zdrowiej! możemy się naprawdę dobrze bawić. A przy okazji poszukać medycznego potwierdzenia dla wszystkiego tego, co czujemy głęboko w serduszku. Dowiemy się:
- o nieustannej walce, jaką toczymy między naszymi emocjami a rozumem i jak nauczyć się je ze sobą godzić,
- o tym jak istotne są nasze emocje i zachowania dla działania naszego serca i całego organizmu, oraz jak nauczyć się prostych (i co ważne: darmowych) „sztuczek” dla jego poprawienia,
- o przeformułowywaniu negatywnych schematów poznawczych,
- o roli światła i zegara biologicznego w naszym życiu,
- o oddziaływaniu akupunktury,
- o odżywianiu mózgu (makrelki: to co główki lubią najbardziej),
oraz
- że tylko dwadzieścia minut uprawiania sportu trzy razy w tygodniu naprawdę robi różnicę,
- o tym, jak nauczyć się rozmawiać z ludźmi, by pomagać zarówno im jak i sobie,
- o tym, że nasi mężowie/żony a nawet psy naprawdę ratują nam życie.
Zdrowiej! Pokazuje nam jak w łatwy i przyjemny sposób poprawić jakość życia i to zupełnie za darmo. Od Brudnopisa, który właśnie dzięki niej od 2 tygodni odżywia się w bardziej racjonalny sposób (jeszcze chwilę i z opisu bloga znikną cheeseburgery!) dostaje 7/10 punktów.


Profesor dr David Servan-Schreiber był neuropsychiatrą, profesorem psychiatrii klinicznej w Szkole Medycznej University of Pittsburgh, wykładowcą Akademii Medycznej w Lyonie. Zajmował się terapią osób cierpiących na nowotwory i inne ciężkie choroby. Jego książka Antyrak był w 2007 roku wielomilionowym bestsellerem, przetłumaczonym na kilkadziesiąt języków. Ludzka pamięć jest jednak zawodna i możliwe, że mimo iż słyszeliście o nim w tamtych czasach, dziś nie wiecie na temat jego książek absolutnie nic. Profesor zmarł w 2011 roku na glejaka mózgu: swoimi pomysłami i determinacją wydłużył tę walkę z przewidywanych przez lekarzy sześciu lat do dwudziestu.

sobota, 16 maja 2015

Twój supermózg : rozwiń dynamiczny potencjał umysłu / Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi, 2014

Wychodząc z założenia, że najlepsza książka to taka, w której Luke Skywalker znajduje się w jednym indeksie z systemem immunologicznym, właśnie tę porwałam z organizowanej na uczelni wymianki. Nos mola książkowego mnie nie oszukał i choć po tytule spodziewałam się bardziej czegoś w stylu 12 sposobów nasupermózg, Chopra i Tanzi mnie nie zawiedli. Wręcz przeciwnie: o ile bowiem Medina przedstawia nam drogę od zdrowego ciała po zdrowy mózg i zadowolony, zharmonizowany umysł; o tyle ścieżka tych drugich wydaje się ciekawsza i bardziej kontrowersyjna. A że brudnopisy uwielbiają naukę i medycynę dość niekonwencjonalną, ścieżka: umysł zbratany z kosmosem – zdrowy mózg – poddane mu ciało wydaje się ekscytująca!

Deepak Chopra, znany chyba wszystkim których "takie rzeczy" ciekawią to lekarz, pisarz i filozof pochodzenia indyjskiego, autor ponad 45 książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 20 mln egzemplarzy i które – nawet u nas – stały się bestsellerami. Z kolei Rudolph E. Tenzi to profesor nauk medycznych wykładający na Harvardzie specjalizujący się w budowie i funkcjonowaniu ludzkiego mózgu. Panowie postanowili zadać kłam założeniu, że musimy wybierać pomiędzy czuciem i wiarą, a szkiełkiem i okiem. Wręcz przeciwnie: namawiają nas do spojrzenia na wszystko (absolutnie, kurcze, wszystko począwszy od swojego małego palca u lewej stopy a skończywszy na Kosmosie) bardziej holistycznie (bardziej holistycznie niż oni to się chyba nie da).

W ich krótkiej, nieco ponad 300 stronicowej książeczce znajdziemy sposoby na utratę pamięci, depresję, nadwagę, lęk, kryzysy osobiste i wiele, wiele innych rzeczy. Odpowiedź na wszelkie nasze problemy jest jedna: przestań walczyć ze światem, otwórz swój umysł i zapanuj nim nad mózgiem i ciałem, a Twoje życie stanie się łatwiejsze i przybliży Cię do Boga (wskazówka dla ateistycznych bojowników: możecie pominąć drugą część, pewnie nieźle was wkurzy). Ja, choć jestem raczej sceptyczna jeśli chodzi o takie rzeczy, tę książkę, przewodnik anatomiczno-duchowy czytałam jak dobrą beletrystykę: panowie po prostu potrafią pisać ciekawie. Niezależnie czy się z nimi zgadzamy czy nie. Najpierw książka wydawała mi się zwyczajnym (aczkolwiek bardzo dobrze argumentowanym) poradnikiem "Jak poradzić sobie z życiem" i tę funkcję spełnia doskonale. Wiem już, że walka z samą sobą i chęcią na słodycze nic nie zmieni i jest z góry skazana na porażkę. Lepiej byłoby uświadomić sobie czemu ciągle chcę je jeść...
Za to trzecia część książki działa już w bardziej duchowo-kosmicznej, abstrakcyjnej płaszczyźnie, która – choć pięknie opisana – mało mnie przekonuje. Holistyczne ujęcie to holistyczne ujęcie, ale takim jak ja bratanie z kosmosem przychodzi dość ciężko... bratanie z czymkolwiek przychodzi ciężko. Co nie oznacza oczywiście, że nie należy rozdziału przeczytać i się nad nim zastanowić.

W korze ciemieniowej tybetańskich mnichów buddyjskich, którzy poświęcają swoje życie praktykom duchowym, odnotowano podwyższony poziom aktywności: fale gamma w ich mózgu mają częstotliwość dwa razy większą niż u zwykłych osób. W ich korze mózgowej dzieją się zastanawiające rzeczy, jakich neurobiolodzy nie widzieli nigdy wcześniej. A zatem sama nauka poddaje w wątpliwość sens odrzucania duchowości jako zwykłej autoiluzji albo przesądu.

Jeśli więc psychiczny dobrostan leży wam na serduszku, a intuicja podpowiada, że to całe liberalne gadanie o tym że jesteśmy jedynie kawałkiem mięsa rządzonym przez krążące w nim substancje to ściema; sięgnijcie do tej książki i odkryjcie zupełnie inne naukowe podejście do naszego zdrowia, potencjału i ducha. Zwłaszcza, że naprawdę dobrze się ją czyta, dzięki zabawnym anegdotkom i lekkiemu sposobowi pisania. Ja Twój supermózg oceniam na 8/10.

czwartek, 23 października 2014

Lew-Starowicz o mężczyźnie / Krystyna Romanowska 2012

Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Prawda czy mit? Na to pytanie znany psychiatra, specjalista w dziedzinie seksuologii, Stanisław Lew-Starowicz w trzech książkach O kobiecie, O mężczyźnie, O miłości stara się odpowiedzieć. Sięgnęłam po drugą część cyklu czyli O mężczyźnie.  Do irracjonalnych zachowań kobiet spowodowanych hormonami już się przyzwyczaiłam. Ale co siedzi w mózgu faceta? I czy faktycznie to siedzi w mózgu, a nie w mniej/bardziej (zakreślić wedle upodobania) atrakcyjnej części ciała? Lew – Starowicz rozkłada na czynniki pierwsze przeciętnego Pana Kowalskiego z klatki 10b.

Czego się dowiadujemy z tego kompendium wiedzy o facecie? Otóż moje panie koniec z łajaniem naszych lubych!

Człowiek od najbliższej osoby musi dostawać pozytywne wzmocnienia co najmniej kilka razy dziennie! Badania mówią, że jeśli związek ma być udany, to na jedną uwagę krytyczną musi być pięć pochwał.

Czysta matematyka, kalkulator i do dzieła. Jeżeli nasz samiec ma wkręcać żarówki bez zająknięcia, raz w tygodniu ugotować obiad i zrobić masaż stóp po ciężkim dniu pracy musimy go dowartościowywać. Powinnyśmy zrozumieć dlaczego docenianie naszego faceta to taka ważna sprawa – połaskotane ego to nie wszystko. Musimy również skończyć z chodzeniem przy mężczyźnie swojego życia w zaplamionych koszulkach (na mojej ciągle są plamy z maści cynkowej – czasami nawet całe złoża…) i dziurawych getrach.

Problem atrakcyjności fizycznej w domu jest bagatelizowany właśnie przez kobiety. Mówią: 'Jak mnie kocha, będzie mnie też kochał w brudnym podkoszulku'. Otóż nie! (…) Naturalną koleją rzeczy jest, że w okresie tańca godowego eksponujemy swoje najmocniejsze strony i pokazujemy jak najładniejsze 'opakowanie'. Tyle tylko, że ono nie może mieć jedynie odświętnego charakteru.

Przyznaję się, że z tym zgadzam się w bardzo dużym stopniu. Nie mówię o codziennym wstawaniu pół godziny wcześniej i nakładaniu pełnego makijażu czy układaniu włosów, ale o subtelnych koszulkach, seksownej bieliźnie – do sypialni też można czasami iść w szpilkach. Odrobina urozmaicenia nigdy nie zaszkodzi. Poprawi się nie tylko sex, poprawią się też relacje, na którym kobietom zależy bardziej.

Stanisław Lew-Starowicz w tej rozmowie porusza tematy związane z naszą seksualnością i problemy, które z niej wynikają  jeżeli nie potrafimy współgrać z mężczyzną. Nie różnimy się tylko ciałem, różnica tkwi w mózgu. Nie ma czegoś takiego jak Unisex (chociaż coraz więcej pseudomężczyzn w rurkach budzi moje wątpliwości) jest kobieta i jest mężczyzna. Działamy na odmiennych falach i powinniśmy się uczyć siebie nawzajem.


Czy mężczyźni przechodzą kryzys wieku średniego? Dlaczego zdradzają z kobietą, która przecież jest od nas głupsza? Jakie mają kompleksy? Dlaczego płodność mężczyzn tak drastycznie spada? Na pytania, które stawia pani Krystyna Romanowska, seksuolog w prosty i przyjazny sposób odpowiada. Niektóre z kobiet mogą być rozbawione tym jak funkcjonuje mężczyzna, dla innych będzie to kubeł lodowatej wody – spakują i wystawią Kowalskiemu walizkę za drzwi. Dla mnie nic nowego, człowiekiem kierują pierwotne instynkty. Pozycja dobra - o mężczyznach dla kobiet, bez naciąganej fabuły i wyświechtanych frazesów.

niedziela, 6 lipca 2014

12 sposobów na supermózg. Jak przetrwać w pracy, domu i szkole / John J. Medina

Pozycja z 2009 roku, ale na szczęście dostępna jeszcze na stronie wydawcy i w księgarniach internetowych. Na szczęście, ponieważ jest to książka którą przeczyć warto. Przeczytać i może nawet skorzystać z porad pana doktora. Książeczka nie ma nawet 300 stron, nie zalicza się jednak do pociągowych czytadeł.

recenzja_12_sposobow_na_super_mozg

Jak sama nazwa wskazuje, należy do jakże znienawidzonych przeze mnie poradników. Miło mnie zaskoczył, ponieważ nie należy do literatury w stylu: "Jak zostać super laską" pisaną przez podstarzałego faceta-tłuściocha.
Autor jest bowiem profesjonalistą, naprawdę zna się na tym co nosimy pod czachą, a na dodatek potrafi ciekawie o tym opowiadać. Doktor John Medina od lat prowadzi bowiem badania naukowe nad rozwojem sprawności poznawczej małych dzieci, może więc pisanie poradnika (dla tych, którzy urodzili się zdecydowanie za wcześnie, aby zostać obiektem jego badań) potraktował jako... umożliwienie wyrównywania szans? 12 sposobów na supermózg uświadamia czytelnikowi, że nigdy nie jest za późno, aby połaskotać i pobudzić swoje neurony. Przeplatając przetłumaczony na ludzki język naukowy bełkot z ciekawostkami i anegdoty z życia ludzi, wobec których określenie "niezwykle oryginalny" byłoby krzywdzącym, autor udowadnia nam, że:

  • Ćwiczenia fizyczne NAPRAWDĘ pomagają i to nie tylko żeby zgubić sadełko,
  • Człowiek rozwijał się polując na mamuty a nie siedząc za biurkiem, więc warto czasem poganiać po mieszkaniu swojego kota,
  • Słodycze szkodzą, i to nie tylko na figurę i cerę,
  • Życie należy sobie urozmaicać, chociażby wymieniając plakaty na ścianach,
  • Wielozadaniowość nie istnieje,
a ludzka pamięć krótkoterminowa i długoterminowa jest dużo bardziej skomplikowana niż w komputerze.
Cóż z tego, że po przeczytaniu tej książki nie wstaniemy po prostu z fotela i nie weźmiemy udziału w maratonie, że niczego w swoim życiu nie zmienimy. Można ją potraktować jak każdą inną, niosącą chwilową rozrywkę, a przy okazji może coś z niej zapamiętamy. Jeśli nasz zasiedziały przy komputerze, i najedzony chipsami mózg jest jeszcze w stanie.

Innymi słowy : książka, której recenzja idealnie pasuje na pierwszy post naszego bloga. 
Najpierw rozruszajmy sobie móżdżki na bieżni, żeby przygotować się do penetrowania literackich głębin :)