Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka literacka i eseje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka literacka i eseje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2015

Dziesięć książek, które każdy konserwatysta musi znać oraz cztery nie do pominięcia i jedna uzurpatorska / Benjamin Wiker , 2013

Mimo iście barokowego tytułu sugerującego, że mamy do czynienia z jakimś starym straszydłem, to cudeńko zostało w oryginale wydane w 2010 roku. Piszę cudeńko, co jednocześnie określa moje uczucia po przeczytaniu tekstu Wikera. 

Dziesięć książek to niewątpliwie perełka, pełna argumentów niezbędnych do prowadzenia dyskusji społeczno-politycznych. Każdy Polak ma na ten temat coś do powiedzenia (a przynajmniej dobrze by było, żeby miał) i uwielbia bronić swoich racji (a przynajmniej powinien, podkreślmy jeszcze – swoich. W tym bowiem zawiera się cała esencja ludzkich przekonań wartych obrony. Przekonań pani w drogich butach z telewizji, pana z gazety, albo pani z kiosku nie warto bronić, jeśli w głębi serca nie czujemy, że myślimy tak samo). A żeby mieć jakiekolwiek poglądy i nie robić z siebie przy okazji totalnego idioty i ignoranta, trzeba coś  na ten temat wiedzieć.  I właśnie dlatego takie książki jak ta są bardzo przydatne. W zabawny, ciekawy i nie natrętny sposób streszczają nam one główne założenia różnych ideologii, które są nam znane jedynie pozornie. 

W przypadku Dziesięciu książek, jak sama nazwa wskazuje, będzie mowa o konserwatyzmie. Jeśli wydaje Ci się zatem, drogi czytelniku, że wiesz co to znaczy "konserwatywny" czy "prawicowy" i wyobrażasz sobie kibola w moherowym sweterku, to możesz się nieco zdziwić po przeczytaniu tej książki. Wiker dowodzi bowiem, że tacy ludzie jak Arystoteles, Lewis, Austen, Tolkien czy nawet Shakespeare w swoich dziełach zawierali myśl, że dobre jest to, co na prawo. Przytaczanie biografii znanych chyba wszystkim postaci historycznych i interpretacje ich najważniejszych dzieł, to gratka nie tylko dla osób kochających tematy społeczno-polityczne, ale również dla wszystkich tych, których zachwyca dobra literatura.

Zatem dla konserwatystów, jak Arystoteles, filozofia, czyli poszukiwanie mądrości, pociąga za sobą zgłębianie rzeczy takimi, jakimi one są, a nie jakimi byśmy sobie ich życzyli.  

Wiker jest amerykańskim chrześcijańskim etykiem, autorem znanej na całym świecie publikacji Dziesięć książek, które zepsuły świat. Ponadto pięć innych, które temu dopomogły. Nie trudno więc domyśleć się, czyją stronę trzyma w odwiecznym sporze między konserwatystami i liberałami. W Dziesięciu książkach, które każdy konserwatysta musi znać, powstrzymuje się na szczęście od nachalnej propagandy. Przedstawia czytelnikowi jedynie najważniejsze założenia konserwatyzmu i analizuje pod jego kątem prace wielkich pisarzy i myślicieli. Swoim wciągającym wywodem nie chce nas do niczego przekonać, chce nam jedynie przedstawić pewne spojrzenie na rzeczywistość. Przekonać możemy się do niego sami. 

Współczesny przesąd stanowi, że określenie "stary" jest synonimiczne z przestarzałym i głupim. (...) gdy nasza pogarda dla przeszłych czasów rodzi współczesną głupotę, technologiczny postęp czyni człowieka coraz bardziej potężnym. Zaś potęga w rękach głupca jest ewidentnie niebezpieczna"

Ja czytałam tą prawie 500 stronicową książkę jak naprawdę dobrą beletrystykę: przykuła mnie do siebie przy pierwszym zdaniu i puściła dopiero po ostatnim. Możliwe, że nie na wszystkich zadziała w ten sposób, mogę jednak ręczyć, że jest idealna dla wszystkich tych, którzy po prostu cenią sobie wiedzę. Każdą, niezależnie od własnych poglądów. I potrafiących patrzeć z szacunkiem i dystansem na wiedzę i logiczne rozumowanie innych, nawet jeśli posiadają odmienne zdanie . Dla tych, którzy lubią dowiedzieć się czegoś nowego, Wiker otwiera nowe światy faktów i ich interpretacji. Czy prawdziwych? To musimy ocenić w głębi swoich serc.

Mądrość obiecuje "Tych kocham, którzy mnie kochają, 
znajdzie mnie ten, kto mnie szuka" (Prz 8:17) 

Bardzo spodobał mi się pomysł czytania Biblii jak wielkiego dzieła literatury z epicką fabułą. Bez nieustannego zastanawiania się "Czy tak mogło być? Czy tak się zdarzyło?". Wszystkim nam, sceptykom, ułatwi to znalezienie w Biblii tych prawd, które są niepodważalne i aktualne bez względu na to, czy opisywane wydarzenia uznajemy za fakty. Tak jak nie musimy wierzyć w orków z Władcy Pierścieni by dostrzegać w nim wielowymiarowość i mnogość idei, a w szczególności walkę dobra ze złem.  

Ja nie znalazłam chyba u Wikera ani jednego zdania, z którym bym się nie zgadzała, albo które by mnie zbulwersowało. Autor stąpa po niezwykle grząskim i trudnym terenie, przypominającym pole minowe i wychodzi z niego bez szwanku jak najlepszy saper. Mój egzemplarz, zakupiony w najcudowniejszej ze wszystkich tanich książek w Krakowie, cały pomalowany jest zakreślaczem i notatkami na marginesach. Bardzo dobra rzecz przed nadchodzącymi wyborami. 

Jest to ta różnica pomiędzy Kościołem a państwem (...) korzeniami sięgająca do judeochrześcijańskiego rozróżnienia pomiędzy tym, co nadnaturalne i naturalne, pomiędzy Państwem Bożym a państwem ludzi, która ma nie dopuścić do tego, aby władza państwa przemieniła się w teokrację (jak to jest w islamie) czy sama stała się religią (jak w pogańskim Rzymie, Związku Sowieckim czy nazistowskich Niemczech...)


Brudnopis oboma łapkami (a szczególnie prawą) przydziela tej pozycji 9/10 punktów

niedziela, 7 grudnia 2014

Katharsis : o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki / Andrzej Szczeklik; wstęp Czesław Miłosz, 2003.

Marek Edelman, udzielając wywiadu rzeki do książki Bóg śpi powiedział:
Zmienia się medycyna, a lekarze mniej pracują teraz głową, a więcej maszynami (...) dziś lekarze uczą, że na wszystko jest maszyna. Ona za ciebie odpowiada, ona ci z kropli krwi zrobi cały przegląd - potrzebny, niepotrzebny, ale robi. Ale choć są niby wszystkie dane, to potem się okazuje, że one w ogóle nie mają nic do rzeczy...
Czemu zaczynam od Edelmana pisząc recenzję książki Szczeklika? Tak mi się jakoś ze sobą skojarzyli, mimo wielu różnic: między innymi w podejściu do religii. 
Może dlatego, że obaj zdecydowanie wierzyli w jedną, tą samą rzecz - w etos lekarza? I choć opowiadali o nim w zupełnie inny sposób (Szczeklik bardziej poetycki, Edelman w dosłowny i uszczypliwy) chyba chodziło im  o to samo?

O zmarłym w 2012 roku Andrzeju Szczekliku, w wielbionej przez wszystkich internautów Wikipedii można przeczytać, że był polskim lekarzem i naukowcem, profesorem Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, pisarzem, eseistą i filozofem medycyny, wiceprezesem Polskiej Akademii Umiejętności i animatorem Akademii Młodych "PAUeczka Akademicka". Zajmował się pracą naukową z zakresu kardiologii i pulmonologii. 

Jednym słowem: był z niego bardzo zapracowany człowiek. Mimo tak wielu obowiązków udało mu się wyłuskać jeszcze trochę czasu na napisanie trzech bestsellerów przetłumaczonych na język angielski, niemiecki, hiszpański, węgierski i litewski; z czego jednym jest właśnie Katharsis.

Katharsis to piękny zbiór anegdot o tym, jak być lekarzem, a nie rzeźnikiem i jak nie odżegnać się od człowieka, nawet w czasach, gdy medycyna zdominowana jest przez maszyny. Leczyć człowieka, pamiętając nieustannie, że również jest się człowiekiem. 

Na koniec jedna uwaga osobista. Zwolennik eutanazji i wpieranego samobójstwa opiera swój pogląd na przekonaniu o niepodważalności rozpoznania postawionego przez lekarza. Gdybyś ty wiedział, miły Czytelniku, ile razy ja się w swoim wyrokowaniu lekarskim myliłem! Ile razy - bywało - w ciągu roku! Gdyby śmierć miała zależeć od mojego osądu lekarskiego (wspartego - zapewne zgodnie - przez grupę pokrewnych specjalistów), ileż mniej ludzi chodziłoby dziś po ziemi! 

To opowieść o najwyższej wartości rozumu oraz o tym, że rzeczy się nie wykluczają. Po prostu. Co medycyna ma wspólnego z magią i sztuką?

Ewolucja nie wyklucza Boga. Bóg nie wyklucza ewolucji. Współczesność nie wyklucza mądrości przodków, a mądrość przodków może być naszą mądrością, ubraną po prostu w dawne słowa. 

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, co Mojry mogą mieć wspólnego z fizyką kwantową, czemu wąż eskulapa jest symbolem medycyny i jak ten wąż ma się do DNA to jest to książka dla Ciebie. 

  • Jak się ma sztuka do nauki i czy medycyna ma szansę kiedykolwiek stać się nauką w ścisłym tego słowa znaczeniu? Czy byłoby to dobre dla pacjenta, który jest tworem cielesnym, ale również duchowym i czy medycyna nie jest zbyt zmienna, aby podlegać tym samym prawom co np. fizyka? 
  • Jakie są rodzaje pulsu? Czym jest katharsis? Co uzdrawia? Jak opisać bezmiar cierpienia? 
  • Czym jest śmierć i czy musi następować? 
  • Co wspólnego ma mityczna chimera z pandemią grypy? 
  • Czym jest ja? I co wspólnego ma Narcyz z układem immunologicznym?

Szczeklik udowadnia, że medycyna nigdy nie była i nie powinna być jedynie nauką o płynach ustrojowych i narządach, a jej istotą nie są tylko pomiary i lekarstwa. Odwołuje się nie tylko do historii, filozofii i mitów, ale również opowiada wiele o własnych doświadczeniach.

O zamrażaniu dźwięków, słów, a nawet muzyki marzono od dawna. Antifanes, domownik Platona, opowiadał o kraju, gdzie zimy były tak ostre, że słowa zamarzały w powietrzu. Latem, gdy tajały, mieszkańcy dowiadywali się, o czym mówiono zimą, tak jak uczniowie Platona dopiero na starość zaczynali pojmować, co znaczyły usłyszane przez nich w młodości słowa mistrza.
Wpuszczanie mnie do swojego domu, a tym bardziej dopuszczanie do biblioteczki skutkuje niejednokrotnie ubytkiem w księgozbiorze - nadmienię tylko, że na czas określony, to jest do następnego spotkania. Jestem paskudnym przykładem mola książkowego, który szczególnie upodobał sobie grzebanie w cudzych zbiorach domowych. Nie dość, że są zazwyczaj tematycznie uporządkowane i mniejsze od bibliotek publicznych, to na dodatek wiele mówią o właścicielu i zazwyczaj są w cudownym, nienaruszonym stanie - aż chce się czytać! 

Właśnie w ten sposób weszłam w tymczasowe posiadanie Gawęd o księdzu Tischnerze, Pianisty i Katharsis właśnie. A z nich wszystkich Katharsis jest najlepiej wydana. Obwoluta jaka jest, każdy widzi, ale książka najładniejsza jest w środku! Pozwoliłam sobie zrobić fotografię tego wydania, żeby przekonać Cię, że książka ta to idealny prezent świąteczny, dla wszystkich tych, których interesuje filozofia, medycyna, sztuka albo po prostu lubią mieć na półce ładną książkę. Nie twierdzę, że jest ono zachwycająca, nie jest to przecież żaden cudny album, ale na pewno wybija się edytorsko na tle innych książek w tej cenie. 
Katharsis dostaje ode mnie 8/10 punktów.




niedziela, 5 października 2014

Polska, Polacy i Suwerenność / Ryszard Legutko, 2014

Zacznę może od tego, jak weszłam w posiadanie tej książki, która jest co prawda bardzo ciekawa, ale nie była na liście moich zakupów. Cóż... moja lista zakupów na ten miesiąc jest tak rachityczna jak mój portfel, ale nie o tym. A może jednak? Zważywszy, że to wszystko wina Tuska i PO, mój nastrój pasował bardzo do tematyki tej książki ;) 

W każdym razie dostałam ją jako gratis- niespodziankę, gdy za ostatnie grosze zakupiłam Człowiek imieniem Ove w prezencie dla niemistrzyni oraz Wielki Liberace, o którym może w następnym tygodniu.

Do ofert w stylu kup dwie rzeczy, a trzecią dostaniesz gratis jestem dość sceptycznie nastawiona, zawsze wydaje mi się, że pełnią dwie funkcje: zachęcającą do kupna i przy okazji wciskania ludziom śmieci. Tym razem jednak tak nie było. Chwała Ci sprzedawco z Allegro! Przemyciłeś do listy moich lektur odrobinę refleksji nad Polską i Europą, a tej nigdy za wiele (nawet dla kogoś, kto zanim pocałuje faceta na dzień dobry, jeszcze w łóżku sprawdza wiadomości ze świata). 
Ryszard Legutko to profesor filozofii, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od roku 1992 aktywny działacz polityczny (min. Od 2009r. poseł do Parlamentu Europejskiego). Trzeba koniecznie dodać, że jest wyraźnie po prawej stronie sceny politycznej i w inteligentny sposób wyzłośliwia się na tą drugą stronę. A raczej, przepraszam, wytyka jej błędy i chamstwo, co można uznać za wyzłośliwianie, jeśli się na tej lewej stronie znajduje. Od roku 1990 napisał tyle mądrych książek, że większość autorów beletrystyki może się przy nim schować. Ale nie o tym. 

Ryszard Legutko przedstawia suwerenność jako jeden z głównych problemów Polski. Nie ma jednak na myśli jedynie niepodległości i niezależności politycznej, ale jak ujął to we wstępie:

Ujawnia główny problem, przed którym stoi Polska. 
Jest to problem suwerenności – suwerenności narodu, państwa, umysłu. 

Jak można się domyśleć, porusza on kwestię bierności polskiego rządu na arenie międzynarodowej, jak również problemów zakorzenionych głęboko w mentalności Polaków, związanych z naszą historią, a zwłaszcza – okresem komunizmu. Książeczka, cieniutka (nieco ponad 150 stron) zawiera teksty publikowane i wygłaszane w ciągu ostatnich kilku lat, a więc odnosi się nie tylko do najbardziej aktualnych wydarzeń. 

Mnie najbardziej zainteresowały rozdziały dotyczące suwerenności umysłu, może ze względu na to, że mam paskudne uczulenie na tzw. Poprawność polityczną. Autocenzura i zniewolenie umysłu również jest tematem książki, choć nie bezpośrednio. Sporo jest również o kulturze, co niezmiernie mnie ucieszyło. Rozdział Kultura i tożsamość jest zdecydowanie moim ulubionym. 

Tym niemniej można wskazać mechanizmy powstrzymujące rozwój niebłahej twórczości artystycznej. Jednym z nich jest silna polityzacja współczesnej kultury i współczesnej humanistyki. 

Szczerze mówiąc nie wiem dla kogo jest ta książka. Na pewno nie dla tych po lewej, bo oni nie chcą czytać takich książek, wolą siedzieć w swoim własnym świadku i sobie kadzić, kadzić... na pewno nie lubią czytać o tym, że są chamami i prostakami (kto by chciał?!) a już na pewno nie, gdy napisane jest to językiem gładkim, wysublimowanym i ostrym jak  papryczka habanero.

Na pewno nie dla lemingów, bo one prawdopodobnie w ogóle nie widzą takiego tematu i takich problemów. W końcu kto by czytał takie książki, gdy na świecie jest tyle Coelho, romansów paranormalnych i filmików o tym, jak wygina się nowy iPhone.
Niedawno zaciskałam zęby słysząc od znajomego ze studiów, że on nie jest "z tych co tam patriotyzm czy coś". Pewnie wbiłabym mu te zęby w tętnicę, gdyby nie obecność wykładowcy. Do tej pory zastanawiam się, czy zaniechanie było słuszne. Brudne wykańczanie przeciwników jest jednak znacząco nie w stylu opcji, którą popieram. 

Ja natomiast nie przeczytałam w tej książce o niczym, czego sama wcześniej nie zauważyłam lub nie przeczytałam gdzie indziej. Warto jednak od czasu do czasu uświadomić sobie, że nie przedstawia się poglądów zacofanej, ciemnej mniejszości i przeczytać w dobrym stylu o tym, na co zazwyczaj samemu się paskudnie przeklina. Dlatego Polska, Polacy i Suwerenność dostają 8 na 10 w skali brudnopisa

sobota, 20 września 2014

Nie myśl, że książki znikną / Jean-Claude Carrière, Umberto Eco ; wywiad przeprowadził Jean-Philippe de Tonnac, 2010

Wywiad rzeka. Zazwyczaj nie ruszam takich książek, choć najwyraźniej jest to coś, co należy zmienić. To dziwne, że wystarczy tylko jedna dobra pozycja, aby wpłynąć na nasze odwieczne przyzwyczajenia, prawda? Jeden mądrze, nieinwazyjnie poprowadzony wywiad z mądrymi i ciekawymi ludźmi (tu brawa dla pana de Tonnac, który nie przeszkadzał  Carrière i Eco w rozmowie, a wręcz miejscami pomagał), aby nagle zachciało się czytać takich rozmów więcej i więcej! A zwłaszcza jeśli są to rozmowy o książkach! Rozmów ludzi, których chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, ale aby tradycji stało się zadość...

Umberto Eco, to przede wszystkim urodzony w 1932 roku włoski filozof i semiolog, estetyk, mediewista, pisarz i felietonista, a także profesor uczelni we Florencji i Bolonii. Oprócz znanych na całym świecie powieści jest też twórcą opracowań, oraz oczywiście prac naukowych i esejów. Zapewne każdy kto słyszy nazwisko Eco, przypomina sobie od razu o Imię róży z 1987 roku. Po przeczytaniu Nie myśl, że książki znikną, zdecydowanie łatwiej będzie zrozumieć intencję pisania tego dzieła, jak również takich jak Historia brzydoty.

Jean-Claude Carrière jest francuskim pisarzem, scenarzystą filmowym i dramaturgiem. Nie brzydził się również zawodem aktora. Trzykrotnie nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz. Co ciekawe, również sam tworzył wywiady-rzeki, a urodził się w roku 1931. 

O Jean-Philippe de Tonnac mało powie nam nawet francuska Wikipedia, co jest dość nietypowe, nie sądziłam bowiem, że takie wywiady jak ten przeprowadzają nieznani dziennikarze. W każdym razie uśmiechniętego, siwowłosego mężczyznę można sobie obejrzeć w Google grafika.

Carrière i Eco. Obaj panowie w słusznym wieku i jak najlepszej formie niejednokrotnie zachwycili mnie ciętym jak brzytwa intelektem. Co oprócz bycia sławnymi i cwanymi łączy tych dwóch mężczyzn? Rzecz jasna również oprócz podobnego wieku? Otóż drodzy państwo,  Carrière i Eco uwielbiają chyba ze sobą rozmawiać ( Nie myśl, że książki znikną nie jest bowiem ich jedyną spisaną rozmową ), a do tego obaj są bibliofilami. Zatwardziałymi w swojej pasji, nieco ekscentrycznymi, którzy wydali nie małą fortunę na pisane cuda przeszłości. Sam fakt tego nietypowego w dzisiejszych czasach zamiłowania powinien już skłaniać do tego wywiadu większość moli książkowych. A jeśli dodam, że panowie uwielbiają się prześcigać w opowiadaniu ciekawostek nie tylko na temat książek, ale również historii? Czy to nie powinno sprawić, że jutro rano zapukacie do drzwi swoich osiedlowych bibliotek? 

Nie twierdzę, że jest to książka, którą czyta się bardzo gładko i bez obciążania szarych komórek, ale chyba nie tego oczekuje się od lektury tego typu. Nie jest to coś przyjemnego na jeden wieczór (jak Wycofaj się albo zginiesz którą recenzowałam w poprzednim tygodniu). Nie trzeba jednak bardzo obawiać się tej pozycji, nie powinna być ona zbyt trudna dla nikogo, kto zaliczył maturę z polskiego na więcej niż 50%. Za to z całą pewnością dostarczy czytelnikowi wielu ciekawych informacji i to nie tylko z zakresu wiedzy o książce, ale również filmie czy... głupocie. O głupocie często się tu wspomina i równie często się nią zachwyca, co nie powinno nikogo dziwić jeśli przyjrzeć się bliżej zainteresowaniom rozmówców. 

Jedna czwarta respondentów przeprowadzonej w Londynie ankiety sądziła, że Winston Churchill i Charles Dickens to postaci fikcyjne, a Robin Hood i Sherlock Holmes istnieli naprawdę. 

Cóż więcej dodać? Książka z całą pewnością warta przeczytania. Ja szczerze mówiąc zawstydziłam się przez tę pozycję. Jak każda interesująca lektura na poziomie, uświadomiła mi jak niewiele wiem. I na jakim poziomie sama się znajduję... pewnie jeszcze nie wypełzłam nawet z Rowu Mariańskiego. 
Nie myśl, że książki znikną otrzymuje ode mnie 8/10 punktów i myślę, że jest to książka, która szybko nie zniknie z mojej pamięci. 

Gdy w XIX wieku zamierzano w szkołach teksaskich uczyć języków obcych, pewien senator stanowczo się temu sprzeciwił, wysuwając taki oto całkiem sensowny argument: „Skoro Jezusowi wystarczał angielski, nie musimy znać innych języków”. 

niedziela, 27 lipca 2014

Ponieważ Cię kocham : Najpiękniejsze wyznania miłości / Polska 2014

Po lekturze tej książki nic mądrego nie przychodzi do głowy. Może jedynie trochę pretensji do świata, że mi nikt listów miłosnych nie pisze i nie pisał, a listonosz przynosi jedynie rachunki i paczki z Allegro. Po kolei jednak.
Zapomnijcie o tym naiwnym tytule, nie wiem kto go wymyślił, ale widząc tę książkę nie omijajcie jej szerokim łukiem z pobłażliwym uśmiechem. Nie jest to bynajmniej zbiór jakiś śmiesznych opowiadanek miłosnych, na co wskazuje tytuł i – cóż tu kryć – mało udana okładka. Kto wybierał tę okładkę ja nie wiem, ale do tematyki zupełnie się nie nadaje. Czy patrząc na tego pana w śmiesznej koszuli wyobrażacie sobie nieustraszonego Sobieskiego, romantycznego Krasińskiego, skomplikowanego Żeromskiego? Czy patrząc na to zdjęcie (mi osobiście kojarzące się z Ameryką lat 60 tych) nasuwają się wam na myśl listy miłosne Słowackiego, Mickiewicza, Sienkiewicza? Domyślelibyście się, że znajdziecie tam miłosne listy najsławniejszych Polaków i nie mam na myśli współczesnych celebrytów. Już wyobrażam sobie jak ta zgraja pokazywana nieustannie w telewizji pisze do swojej żony: Moja najmilsza Zosieńku, moja jedyna, kochana duszo jak zwykł rozpoczynać swoje miłosne wyznania Karol Chodkiewicz. Kossak zaś pisał : Pani, Jesteś aniołem dobroci, najmilszą, najdroższą, najukochańszą moją. Jaka Pani dobra, a jaki ja nieznośny...
A TERA CO, zagrzmi moja urażona kobieca natura, nawet SMS-a na dobranoc chłop nie napisze! Może to dlatego, że odległość między ludźmi znajdującymi się na różnych kontynentach jest mniejsza niż kiedyś, gdy ukochana była w Zakopanem, a ukochany w Krakowie... a może to wina wszechobecnego feminizmu, który straszy ze wszystkich kątów? Już widzę jak współczesna dziewczyna zareagowałaby na taki list od romantyka... może tak jak ja zaklęłaby z radości, mogłoby się to jednak skończyć dużo gorzej. 
W przedmowie do zbioru listów czytamy o tym, że zostały one wybrane, aby stanowić przekrój listów miłosnych znanych mężczyzn różnych epok oraz ze względu na to, że są to listy „najpiękniejsze”. Czytając pierwsze z nich miałam nieco inne wrażenie. Gdyby nie to, że napisanie recenzji wymaga całkowitej i dokładnej lektury (a ja chciałam swoją koniecznie napisać) zniechęciłabym się od razu. 
Albo miałam wrażenie, że listy wcale nie są miłosne (np. w przypadku lekko udziwnionych, filozoficznych wynurzeń), albo że czytam listy jakiegoś niewybrednego wazeliniarza. No cóż, jestem chyba mało wrażliwą kobietą i nie lubię, gdy mężczyzna słodzi za bardzo. Wtedy po prostu mrużę oczy i zastanawiam się, co taki kombinuje. To pewnie również powód dla którego nie dostaję listów... 
Potem było jednak coraz lepiej, zbiór ułożony jest od najbardziej współczesnych do tych najstarszych postaci i tym dalej, tym były ciekawsze. Niektóre poważne i wyważone, inne śmieszne i nie pozbawione wesołego, niefrasobliwego erotyzmu. Wszystkie bardzo delikatne, dlatego nie spodziewajcie się tekstów w stylu: Będę brał cię w karecie. Z całą pewnością przedstawiają one najwyższą klasę literacką. Nic jednak dziwnego, jeśli w zbiorze prym wiodą pisarze i poeci! I to jacy! Gdyby wszystkich ich zebrać w jednym pomieszczeniu koncentracja artyzmu utrudniałaby oddychanie (a z całą pewnością oddychanie kobiecą piersią). Cóż, każda epoka miała swoich idoli, choć nie rzucało się w nich raczej pantalonami. 
Dla mnie, wielbicielki ciekawostek wszelakich prawdziwą gratką były informacje o nadawcy listów i adresatce, dołączane do każdego rozdziału. Są one tematyczne, dotyczą praktycznie jedynie sfery miłosnej autorów i prawie wszystkie nadają się do przerobienia na scenariusze filmowe. Niektóre naprawdę pokręcone. 
Cóż więcej, książka warta jeśli nie przeczytania od deski do deski to przynajmniej dokładnego przejrzenia i chwili zastanowienia. Może jednak dobrze byłoby napisać od czasu do czasu jakiś list, który będzie prawdziwą pamiątką na lata? Później posiadaczka takiego listu będzie mogła go czytać i wspominać: Jaki to ten mój Zbyszek był kiedyś zakochany! Jak on mnie kochał! A teraz to tylko by te pierogi jadł... I może dzięki wspomnieniu takich listów będą wam, drodzy mężczyźni, te pierogi całe życie gotować. 
Jaka jest smutna refleksja po przeczytaniu tych listów? Otóż taka, że nic nie trwa wiecznie. Przeważająca część tych pięknych, ubóstwianych relacji nie przetrwała długo. Śmierć, nieporozumienia, brak akceptacji związku czy wreszcie – zwykłe, małżeńskie wypalenie. I oczywiście zdrady, mnóstwo zdrad zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Tak więc drogie panie strzeżcie się gorących miłości i pięknych listów, bowiem mężczyźni skłonni do wybuchów namiętności, mogą również wybuchnąć gdzie indziej...