Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 listopada 2017

Czerwony rynek / Scott Carney, 2014

Czerwony rynek : na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci to niewątpliwie najbardziej przerażająca książka, jaką miałam w ręce od bardzo dawna. Tak przerażająca, że nie polecam jej osób o słabych nerwach i obrazowej wyobraźni. Mimo, że z niemal wszystkich opisanych przez Carneya procederów zdawałam sobie sprawę, przeczytanie książki tak dosadnej, a zarazem wyważonej, zawierającej zarówno dużo faktów jak i relacji naocznych świadków, bardzo obrazowej było niezwykle intensywnym przeżyciem. W ciągu trzech dni poświęconych tej książce nie byłam w stanie myśleć o niczym innym.

Wyobraź sobie świat, w którym cmentarze muszą być pilnowane, bo ludzkie kości wykorzystywane są bezprawnie do tworzenia pomocy dla studentów medycyny. W opuszczonych magazynach na odludziach pod sufitem zwisają suszące się ludzkie kręgosłupy. Wyobraź sobie świat, w którym kobieta jest warta tyle ile jej nerka - czyli marne grosze. Ta sama nerka na innym kontynencie będzie już warta fortunę. Wyobraź sobie świat, w którym sierocińce są przepełnione, ale na potrzebę zachodniego klienta porywa się dzieci ze szczęśliwych rodzin. Wyobraźcie sobie świat, w którym kobiety ryzykując życiem oddają swoje komórki jajowe, które po zapłodnieniu wszczepiane są kobietom po drugiej stronie świata, zamkniętych przez dziewięć miesięcy jak w więzieniu i poddawane przymusowemu zabiegowi cesarskiego cięcia. W końcu bogaty klient chce dostać swoje dziecko nie tylko odpowiedniej płci i koloru, ale również w konkretnym terminie. Świat, w którym narkomani zarażeni wirusem HIV oddają krew niezbędną do operacji, a inni składają ofiarę ze swojego ciała w świątyniach, które później sprzedają je za gigantyczne pieniądze na zachód. W końcu świat, w którym z bycia królikiem doświadczalnym czyni się zawód.

Jednym słowem świat, w którym w zależności od zasobności portfela jest się klientem, lub mięsem. 

A teraz należałby sobie uświadomić, że również należymy do tego świata, a co gorsze: nie można nic na to poradzić. Jak niemalże każdy aspekt ludzkiego życia, czerwony rynek również nie jest zagadnieniem z rodzaju czarno-białych. Autor w bardzo wyważony sposób zadaje pytanie, czy ludzkie ciało i to co wytwarza powinno podlegać zwykłym zasadom rynkowym i co można zrobić, aby ten rynek nie schodził do podziemi.

Jak dla mnie fascynująca i makabryczna lektura, z którą warto się zapoznać. 8/10 w skali Brudnopisa.

- Przyszłość to dzieci tworzone według określonego projektu (...) Matki zastępcze w Azji nosiłyby komórki jajowe superdawczyń z Ameryki, modelek z wysokim ilorazem inteligencji i dyplomami renomowanych uczelni (...) takie dzieci można by sprzedawać po milion dolarów za sztukę. 

wtorek, 31 października 2017

Tatami kontra krzesła / Rafał Tomański, 2017

O Japonii każdy z nas ma jakieś zdanie - każdy przecież kiedykolwiek coś o niej czytał lub oglądał. Dla jednych jest to cudowny i bajeczny świat dobrobytu: kwitnących wiśni, pięknych eleganckich gejsz, niezwykle niskiej przestępczości, pracowitości, honoru i oczywiście - technologii.

Dla innych to kraj samobójców, śmierci z przepracowania, automatów z używanymi majtkami nastolatek i zdziczałej pornografii.

Zainteresowanie młodych Polaków Japonią nie słabnie: wielu z nas uczy się języka, marzy o (niestety bardzo kosztownej) wycieczce do tego wyspiarskiego kraju, a w księgarniach znajdują się niewyobrażalne ilości japońskich komiksów dla młodzieży.

Nawet ja, mimo iż Japonia nie jest moim wymarzonym miejscem podróży, przeczytałam na jej temat kilka książek, obejrzałam kilkanaście filmów i zapoznałam się z niezliczoną ilością popularnonaukowych artykułów.

Tatami kontra krzesła to fantastyczna książka zarówno dla osób, które (podobnie do mnie) są laikami w kwestii kultury Japonii, jak i niezła rozrywka dla osób z nią obeznanych - ponieważ została po prostu dobrze napisana. Na tyle, że nie nudziłam się podczas odświeżania już dawno poznanych faktów. 

Rafał Tomański, co wcale mnie nie nobilituje, jest starszy ode mnie jedynie o 11 lat, a nie dość że dobrze pisze to jeszcze jest dziennikarzem, japonistą, zna się na technologiach, biznesie, jego książki są bestsellerami, jest lektorem bajek dla dzieci, obsługuje wielkie firmy, a nawet doradzał ministrowi [co można wyczytać na jego profilu autorskim na lubimyczytać]. Jednym słowem, takiemu brudnopisowi jak ja wypadałoby go znienawidzić. Najwyraźniej zafascynowała go nie tylko kultura Japonii, ale charakterystyczną dla tego narodu pracowitość postanowił wdrożyć w życie (chore!). 

Niemniej jednak postanowiłam wnieść się nieco powyżej (podobno charakterystycznej dla naszego narodu) zawiści i zazdrości i napisać, że tatami kontra krzesła dostarczyło mi dzisiejszego dnia bardzo dobrej i mądrej rozrywki.

Książka ta nie tylko zawiera bardzo dużo interesujących faktów podanych w przystępny i lekki sposób, ale autorowi udało się dokonać czegoś bardzo trudnego: pokazać dwoistość natury Japończyków, zarówno bez zachwalania jak i nadmiernego krytycyzmu. Autor pokazuje to, czego moglibyśmy się od Japończyków nauczyć, jak i to co robimy lepiej i dzięki czemu jesteśmy "zdrowsi". Z jednej strony zachwala piękno kraju i niezwykle wysoki poziom kultury, z drugiej strony nie wstydzi się pisać o tym, że młode Japonki nie zmieniają majtek. Jednym zdaniem: ta niespełna 300-stronicowa pozycja pokazuje bardzo ciekawe wycinki Japonii z jej blaskami i cieniami, dzięki czemu krytycy Japończyków mają okazję się nimi zachwycić, a ich wielbiciele odrobinę ochłonąć. 

Jeśli więc chcecie się dowiedzieć:
  • czemu Japończycy są coraz wyżsi, 
  • kiedy powstał pierwszy robot,
  • czemu Japonki chorują, gdy ich mężowie przechodzą na emeryturę,
  • jakie obrzydlistwa związane z nastolatkami można zakupić w japońskim sklepie,
  • skąd tak naprawdę wzięło się sushi,
  • co o cudzoziemcach myślą Japończycy,
  • dlaczego kobiety i mężczyźni jeżdżą w osobnych wagonach,
  • czy maszyny mają duszę,
  • czemu Japońskie telefony są brzydkie, a Japonki mają krzywe zęby
sięgnijcie koniecznie po książkę Rafała Tomańskiego.

Pierwsze wydanie ukazało się w 2011 roku, bardzo więc możliwe, że znajdziecie ją w swojej bibliotece. W skali od 1 do 10 tatami otrzymuje ode mnie 7 punktów

Niezamężna kobieta w Japonii już po dwudziestych piątych urodzinach
dostaje przydomek kurimasu keki, czyli bożonarodzeniowe ciasto.
Nazwa nawiązuje do tortu z truskawkami i bitą śmietaną, które bardzo krótko zachowuje świeżość. Jada się je przeważnie 25 grudnia - stąd też ukłon w stronę 25 roku życia młodej dla człowieka Zachodu, a zbyt starej już według Japończyków, kandydatki na żonę. 

piątek, 27 października 2017

Poznam sympatycznego Boga / Eric Weiner, 2012 ORAZ Seks a religia / Dag Øistein Endsjø, 2011

Przez ostatnie pół roku przechodziłam prawdziwy czytelniczy kryzys związany ze zmianą życia o 180 stopni - nowe miasto, nowa praca, pisanie pracy magisterskiej i nawet nowy kot. Oczywiście, nie oznacza to, że nie czytałam, ale często były to książki niegodne polecenia, których nie dokończyłam albo zwyczajnie głupie. 

Jedną z wypożyczonych w celu zrecenzowania książką była Seks a religia. Od balu dziewic po święty seks homoseksualny Daga Øisteina Endsjø. Książka, która z góry wydawała się bardzo interesująca, okazała się wielką klapą. Jak można było się spodziewać po "norweskim religioznawcy, krytyku społecznym, publicyście i obrońcy praw człowieka" (za Wikipedią) autor skupił się głównie na przestawianiu tylko takich faktów religijnych, aby stworzyć obraz w którym chrześcijaństwo jest najbardziej agresywne pod względem seksualnym, a najbardziej tolerancyjny jest... islam. Religioznawcą nie jestem, ale coś tam wiem na temat manipulowania faktami w taki sposób, aby stworzyć tendencyjny obraz. Co ciekawe, obok chrześcijan najgorszymi dręczycielami kobiet (książka skupia się na obrazie religii jako narzędzi do ciemiężenia kobiet) są podobno buddyści. Tak więc tego. Nie dość, że napisana w dość sztywny i wyraźnie zarozumiały sposób, to
jest wyraźnie tendencyjna. Nie należę do osób religijnych, ledwo załapuję się do grupy wierzących, ale mając choć odrobinę szacunku dla religii jako idei nie da się przeczytać tej książki bez odrobiny odrazy. Nie ze względu na przedstawiane fakty, z którymi trudno dyskutować, ale ze względu na niezbyt elegancki sposób w jakie zostały przedstawiony (oczywiście, jak na norweskiego intelektualistę przystało) wszystko w bardzo subtelny sposób. 

Postanowiłam się jednak nie poddawać i sięgnęłam po kolejną książkę o religiach, tym razem wyraźnie tendencyjną w drugą stronę - Poznam Sympatycznego Boga. Jest to reportaż popularnego amerykańskiego dziennikarza, który w ramach walki ze swoją postępującą depresją postanawia odnaleźć swojego Boga. Jako osoba wierząca w jakąś wyższą siłę, ale nie przywiązana do żadnej konkretnej religii wyrusza w świat aby znaleźć taką, która go zachwyci. 

Drogę rozpoczyna od odwiedzenia sufich - dość liberalnego odłamu islamu, którego wiele myśli zostało uproszczonych, przemielonych przez kulturę zachodu i przejętych przez ruch New Age. Następnie rusza do buddystów, gdzie odwiedza duchowe siłownie, uczy się medytacji oraz wartości cierpienia i współczucia:

Skoro i ja, i inni
Jednako pragniemy szczęścia,
Co szczególnego jest we mnie?
Czemu domagam się szczęścia tylko dla siebie?

Wraca do własnego kraju i odwiedza część Nowego Jorku, do której nigdy wcześniej nie zaglądał - Bronx zwyczajnie go przerażał. Dla odwiedzenia zakonu franciszkanów jest jednak gotowy zaryzykować i ruszyć na pomoc potrzebujących. Zadziwia go niewdzięczność bezdomnych oraz niekończąca się cierpliwość i humor zakonników. 

Na chwilę porzuca poznawanie starych religii i rusza na spotkanie raelianizmu - stosunkowo nowej sekty, u której podstaw leży przekonanie, że życie na ziemi stworzyło UFO i że wymaga od nas jedynie przyjemności oraz dużej ilości bezpiecznego seksu. Religia jako usprawiedliwienie hedonizmu nie przemawia do poszukiwacza i rusza na spotkanie taoizmu - spotyka ludzi, którzy widzieli qi. Później poznaje wyznawców dość nowego ruchu, jakim jest wicca - czarownictwo. Wicca dopiero się kształtuje i wszystkie rytuały uważa za zabawę. W przedostatnim rozdziale poznajemy najstarsze wyznanie - szamanizm. Eric stara się odnaleźć swoje totemiczne zwierze i uznaje, że jest to świstak. Na samym końcu wraca do własnych żydowskich korzeni i poznaje na nowo kabałę

Poznam sypatycznego boga to z całą pewnością książka warta polecenia  - lekka, zabawna, mądra i bardzo pozytywna. Przedstawia dobry świat, co skutecznie leczy fobie wywołane oglądaniem telewizji i czytaniem wiadomości (zauważyliście, że zawsze są złe i przerażające?). Przedstawia również religie jako dobre i potrzebne, pomagające człowiekowi w udźwignięciu problemów codzienności i leczące z egoizmu (co już w ogóle w naszym nowoczesnym i "postępowym" świecie jest podejściem, za które niewątpliwie dostałby łupnia od panów pokroju Daga Øistein Endsjø). Wspaniała lektura na jesienne długie wieczory, oraz na prezent dla niemal każdego (no może z wyjątkiem wojujących postępowców). Podsumowując książka zasługuje z całą pewnością na 9/10 punktów w skali brudnopisa. 

wtorek, 19 kwietnia 2016

ISIS. Państwo Islamskie / Benjamin Hall, 2015

W obecnym czasie chyba każdy człowiek, który posiada nieco świadomości otaczającego go świata, widzi co dzieje się w Europie i poza jej granicami. Nie będę tu poruszała tematu moich poglądów politycznych dotyczących uchodźców i tym podobnych spraw, choć przyznam, że to był czynnik, przez który sięgnęłam po tą książkę.


Autor, Benjamin Hall, to stosunkowo młody brytyjski niezależny dziennikarz. Głównym tematem, który porusza, jest problematyka związana z terenami Bliskiego Wschodu. Często także relacjonował wydarzenia, samemu będąc na linii frontu.

4. Pod naszymi rządami ludziom będzie się żyło wygodnie i bezpiecznie. Tylko rządy islamskie zapewniają dobrobyt, gwarantują przestrzeganie praw obywateli i oddają sprawiedliwość represjonowanym, którzy byli tych praw pozbawieni. Ci, którzy jeszcze wczoraj byli niezadowoleni, prowadzą dziś spokojne życie. Wyjątkiem są odszczepieńcy i ci, którzy odrzucają światło prawdziwej wiary.
Fragment konstytucji medyńskiej (zawartej w książce)

Jak sama nazwa wskazuje, książka ta dotyczy tak zwanego, Państwa Islamskiego. Tak zwanego, ponieważ, jak sam autor podkreśla, nie jest to żadne państwo, a jedynie twór powstały z przemocy, krwawych podbojów i terroryzmu. Przyznać muszę, że czytając ją miałam duże problemy z połapaniem się w chronologii i w ogóle ogólnym zarysie sytuacji. Nie jest to wina samej książki, czy sposobu pisania, lecz zawiłości związanych z faktami, polityką i historią problemu. Również same arabskie imiona i nazwiska nie pomagały w zrozumieniu całej sytuacji. Jednakże nie jest to wina autora, co warto podkreślić po raz drugi.

Rozdziałem, który najbardziej przykuł moją uwagę i zainteresował mnie osobiście, był ten pt. Seks. Teraz zapewne pomyślicie sobie, że Merossa ma specyficzne upodobania, jednak pozwólcie, że się wytłumaczę. Rozdział ten był szczególnie interesująco ponieważ nie dotyczył polityki, a kulturowych zachować członków ISIS. To była jedna z niewielu odskoczni, które znalazłam w tej książce. Dotyczył on takich zagadnień jak niewolnictwo, czy traktowanie kobiet w Państwie Islamskim. Był naprawdę ciekawy, bo poniekąd dotyczył każdej z nas i pokazuje jak traktowana jest żeńska część społeczności. Nie chcę tu wiele zdradzać, ale poniżej zamieszcza kilka pytań z dokumentu, który opublikowało ISIS, dotyczącego traktowania niewolnic. Jakby nie patrzeć, Państwo Islamskie jest bardzo wspaniałomyślne.

Pytanie 7: Czy można w wyniku aktu kupna lub sprzedaży rozdzielić matkę i jej dziecko?
Nie wolno oddzielić matki od jej małoletniego dziecka w wyniku aktu kupna, sprzedaży lud odstąpienia. Można to jednak zrobić, gdy jest dorosłe.

Pytanie 16: Czy można wziąć sobie za niewolnice dwie siostry?
Dopuszczalne jest wzięcie sobie za niewolnice dwóch sióstr, jak również ciotki i jej bratanicy lub siostrzenicy. Stosunki seksualne można jednak odbywać tylko z jedną z nich. Nie można także współżyć z jedną w obecności drugiej. Według opinii większości uczonych jest to zakazane.

Pytanie 24: Czy niewolnice podlegają karom koranicznym [hudud]?
Jeśli niewolnica popełni przestępstwo, za które grozi kara koraniczna [hudud], kara powinna zostać wymierzona. Jednakże jeśli pozwala na to prawo, należy ją zmniejszyć o połowę.

ISIS. Państwo Islamskie zasłużyło na ocenę 7/10. Polecam ją każdemu, kto interesuje się tym tworem i pragnie poznać zarysy jego powstania.

sobota, 3 października 2015

Jądro dziwności : Nowa Rosja / Peter Pomerantsev, 2015


Wiesz, jeden z problemów z moim życiem w Londynie polega na tym, że gdy opowiadam, co mi się przydarzyło [w Rosji], ludzie uważają, że kłamię. (…) To wszystko jest po prostu zbyt dziwne.

Jak nie trudno zauważyć, Brudnopis lubi reportaże i książki podróżnicze. Jako ciekawa świata tchórzofretka, siedząc wygodnie w swoim fotelu na wsi, uwielbiam czytać o ludziach odważniejszych i bardziej utalentowanych od siebie, którzy na żywo oglądają to, co ja śledzę tylko na Google Earth. Z Rosją, dziką i dziwną miałam okazję zetknąć się już w Białej Gorączce – niezwykle działającym na wyobraźnię reportażu Jacka Hugo-Badera. O ile jednak Hugo-Bader oprowadza nas po świecie zwykłych Rosjan i ich małych, szarych miejscowościach, o tyle Pomerantsev wprowadza nas na salony. Bardzo dobrym, niepozbawionym walorów literackich stylem opowiada nam o życiu moskwian : również tych z pierwszych stron gazet i telewizji. Telewizji i gazet, które jak wszystko w kraju podlega tylko jednemu panu: dolarowi.

Rosjanie mają na łapówkę więcej określeń niż Eskimosi na śnieg. Ja sięgam po moje ulubione sformułowanie:
- Czy mogę skorzystać z okazji, by okazać panom mój głęboki szacunek?
- Oczywiście, że pan może – odpowiadają wilkołaki, nagle się uśmiechając i wsuwając szybko banknot pod daszek milicyjnej czapki.

Pomarantsev to brytyjski pisarz, dokumentalista, reżyser i producent filmowy rosyjskiego pochodzenia. Zagraniczne imię i fakt, że przyjechał z Londynu otwiera mu wiele drzwi, w tym w rosyjskiej telewizji, dla której zaczyna kręcić filmy dokumentalne. Bardzo szybko orientuje się, że filmy te w Rosji nie mają przedstawiać rzeczywistości. Pamiętaj, Peter, ma być optymistycznie. Tym mocniej jednak Pomerantsev zagłębia się w życie politycznej i biznesowej elity Rosji, tym trudniej myśleć mu o niej pozytywnie. Maszyna Kremla rzadko chce ci coś dać, a jeśli już to zrobi, bardzo szybko również odbiera. Jednego dnia jesteś zapracowanym, zadowolonym z życia przedsiębiorcą, a już następnego przyjeżdża po ciebie policja. Co najdziwniejsze, aby to się stało, nie musiałeś zrobić absolutnie nic złego. Tyle samo również można zrobić w twojej sprawie – policjanci bardziej przypominający bandytów niż stróży prawa, sądy które pilnują jedynie interesów najbardziej wpływowych biznesmenów, media opłacane na Kremlu. Gdy czyta się tę książkę, można odnieść wrażenie, że to jakaś mało subtelna, antyrosyjska propaganda. Pomerantsev opowiada jednak o Rosji z taką miłością i obawą o jej los, że musimy przyznać przed sobą: niemożliwe jest jednak prawdą. 

Tym, czego nie uniknie żaden poborowy, jest fala, w Rosji zwana „prawem dziadka”: rocznie kilkudziesięciu żołnierzy ginie z jej powodu, setki popełniają samobójstwa, a tysiące doznają przemocy. (…) Gdy ciężarówki z poborowymi przejeżdżają przez bramę koszar, młodzi żołnierze słyszą okrzyki oczekujących na nich starszych oficerów: „Wieszajcie się duchy, wieszajcie się!”.

Wraz z autorem poznajemy najbardziej ekskluzywne kluby w Moskwie i ich stałych bywalców: młodziutkie atrakcyjne dziewczyny i ich nieprzyzwoicie bogatych „tatuśków”. Przychodzimy z wizytą do zwykłych moskwian, broniących swych zabytkowych domów przed podpalaczami przysyłanymi tam przez deweloperów. Burzyć stare i budować nowe, za wszelką cenę, nawet bez planu i grzebiąc za sobą wszystko co było w Rosji dobre i piękne: oto dewiza współczesnej rosyjskiej władzy. Czy wcześniej była jednak inna? I czy ta władza różni się czymkolwiek od poprzedniej? Oczywiście! Ma zdecydowanie lepszy PR. Jako dobry dokumentalista, autor mruga do nas jednak i pokazuje również drugie oblicze Rosji: zwykłego obywatela, który zakochuje się, dba o swój dom, ciężko i uczciwie pracuje.

Gdziekolwiek rosyjska kultura XXI wieku próbuje odnaleźć jakiekolwiek fundamenty, na których mogłaby zbudować coś zdrowego i szczęśliwego, znajduje tylko puste przestrzenie, spaloną glebę i plamy zaschniętej krwi.

Pomerantsev, opowiadając o Rosji, kraju, w którym gangsterzy są największymi patriotami, a najbliższy przyjaciel w każdej chwili może wbić ci nóż w plecy, zabiera nas do świata, którego nie wymyśliłby nawet najlepszy pisarz science-fiction. Rosja Pomerantseva to prawdziwe jądro dziwności, w którym aby przeżyć musisz mieć setki twarzy. Jego reportaż to zdecydowanie najbardziej szokująca i najciekawsza książka, jaką czytałam od bardzo dawna. Dostaje ode mnie 9/10 punktów.
Pewnego razu w Heaven (…) odbywa się impreza pod hasłem „Putin Party”. Striptizerki wiją się w tańcu na rurze, skandując: „Pragnę pana, panie premierze”.


P.S. Za możliwość przeczytania tego wciągającego jak najlepsza beletrystyka reportażu, pragnę gorąco podziękować panu D. Jak nikt inny potrafi on zadowolić mola książkowego : zabrać do księgarni i rzucić „Bierz co chcesz” :)

sobota, 2 maja 2015

Izrael już nie frunie / Paweł Smoleński, 2011

Trzeba im [Arabom] wsączyć zachodnią pop kulturę, na okrągło puszczać piosenki Britney Spears albo innej starletki, koniecznie podkasanej, z chórkiem równie podkasanych dziewcząt, trzeba przyciągnąć ich do tej lichej, plastikowej nowoczesności. Co to da? Rozmiękczy ich i rozmemła. Nie ucywilizuje, to pewne, bo te cały zachodni chłam to żadna cywilizacja (...) trzeba Arabom podsunąć (...) coś najgorszej jakości, łatwego do przełknięcia, coś, co Zachód wytwarza w ilościach przemysłowych, nie bacząc, że w ten sposób sam sobie odbiera tożsamość. Niech Palestyńczycy spsieją tak, jak wielu Izraelczyków. 
 Czemu na majówkę wybrałam zbiór reportaży o Izraelu, skoro od przynajmniej dwóch miesięcy zamiast mózgu mam różową chmurkę z waty cukrowej (wiosna, wiosna, ach to Ty!)? Czemu zdecydowałam się na dość trudną w odbiorze lekturę (nie ze względu na styl, ten bowiem Smoleński ma wyśmienity), ale ze względu na temat, który, wstyd przyznać, jest mi niemal całkowicie obcy? Palestyńczycy, Izrael, Strefa Gazy, Jerozolima – tak, są to hasła mówiące człowiekowi całkiem sporo. Takie ma przynajmniej wrażenie, póki są to jedynie obrazy migające w telewizji i króciutkie artykuły z gazet. Gdy czytamy obszerne reportaże, poznając w nich ludzi i ich indywidualne historie okazuje się jednak, że po raz kolejny nie wiemy nic. Jak na temat milionów innych, pozornie znanych nam rzeczy. 

Pewnie zaintrygowała mnie okładka: młody człowiek, niczym się ode mnie nie różniący, pogrążony w modlitwie i rozmyślaniach. Wygląda tak spokojnie, gdy myślami krąży wokół rzeczy najistotniejszych. U boku zwisa mu karabin. Czyżby mógł być symbolem Izraela? Po przeczytaniu dwudziestu trzech reportaży Smoleńskiego mam wrażenie, że to zdjęcie stanowi ich istotę. W świecie pogrążonym w nieustannej walce, walce o rzeczy najważniejsze, tylko one są w stanie dać człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Równie dobrze, zamiast młodego Żyda na fotografii mógłby pojawić się Palestyńczyk, jego rówieśnik. Jak małą wydaje się być różnica pomiędzy wiecznym niepokojem człowieka w okupowanym kraju, a jego zastraszonego zamachami przeciwnika? Kto ma rację i kto jest bardziej pokrzywdzony? I czy można rościć sobie prawa do ziemi, która tak naprawdę należy do Boga?

Wierzyłem – mówi Israel – że każdej nocy Bóg zabiera moją duszę. Waży grzechy, których dopuściłem się przez cały dzień, a nawet grzechy ze snów. Wierzyłem, że może mi jej nie oddać, a wtedy nie obudzę się i umrę. A może jeszcze gorzek: wstanę i okaże się, że jestem gojem. 

Smoleński nie ukrywa, że opowiada o Izraelu w sposób subiektywny: jak opowiadać obiektywnie o kraju, który się kocha? I który, jak twierdzi reporter, zawiera w sobie cały świat: kraj sprzeczności i różnorodności. Kraj niezwykły – bo święty. Jak opowiadać obiektywnie o Jerozolimie, miejscu tak gigantycznej, religijnej energii, że doprowadza ludzi do obłędu? Jak obiektywnie opowiadać o Gazie, w której ludzie żyli i żyją w strachu? Niezależnie, czy pod władzą żydowską, czy Hamasu? Jak obiektywnie opowiadać o miastach i miasteczkach? O ludziach, Palestyńczykach i Żydach pełnych sprzecznych uczuć: miłości, nienawiści, patriotyzmu, zniechęcenia, wiary i zwątpienia, życzliwości, podejrzliwości, ale przede wszystkim zmęczenia? Smoleński oprowadza nas po zaułkach izraelskich miast, po miasteczkach i kibucach, plażach, knajpach, świątyniach i przedstawia nam ludzi. Nie próbuje udowadniać nam, że pokazuje świat takim, jakim jest. Pokazuje go takim, jakim go widzi, a dzięki niesamowitym umiejętnościom opowiadania, jego książka jest wciągająca i powalająca. Zaczynamy od Jerozolimy i jej świętych miejsc, odwiedzamy plantacje ziemniaków, zahaczamy o opustoszały bar z zepsutym ekspresem do kawy. Zastanawiamy się, czy gdybyśmy wtedy tam byli, wywiesilibyśmy niebieskie, czy pomarańczowe chorągiewki? Choć książka po raz pierwszy napisana została w 2006 roku, jeszcze przed ewakuacją Gazy mam wrażenie, że wciąż jest aktualna. Ludzka mentalność, strach i nadzieje nie zmieniają się tak szybko. 

Pewnego dnia Fatima czytała listy pisane przez palestyńskie dzieci. (...) O strzelaninach i o bohaterskich świętych samobójcach, o rzucaniu kamieniami, o burzeniu domów i o wojskowych checkpointach: w każdym kilkadziesiąt słów przesiąkniętych patripotyzmem, których nie ma w normalnym dziecięcym języku. Lecz przecież tutaj nie jest normalnie. (...) przecież powjnny pisać o Kubusiu Puchatku.

Izrael już nie frunie, to zbiór reportaży z dwóch pobytów Smoleńskiego w tym przedziwnym, miejscami zatrważającym i odpychającym, miejscami barwnym i zachwycającym kraju. Składa się z czterech części – spory o Izraelską torżamość. Spory o konflikt z Palestyńczykami. Spojrzenie Palestyńczyków na spór z Izraelem. Ewakuacja Gazy. Wszędzie spory  i groźby, a mimo wszystko można w tym wszystkim wyczuć wiele wiary w przyszłość i entuzjazm. Nawet jeśli pojawiają się też łzy. 

Oprócz relacji samego reportera w książce zamieszczono fragmenty reportaży Amos'a Oz'a z 1983 roku o ówczesnym Izraelu. Przeszłość i teraźniejszość nakładają się na siebie, tworząc niezwykły obraz. Może za dwadzieścia lat, ktoś ruszy po Izraelu śladami Smoleńskiego? 

Izrael już nie frunie zachwycony swoim istnieniem, zachwycony snem, który się ziścił. Lecz nadal nie stracił skrzydeł, pomimo podziałów, nienawiści, pocisków. Pomimo wszystko spogląda, choć mniej pewnie, w przyszłość. Ufność pokładając we własnych siłach, ale przede wszystkim w Bogu. 
7/10.